Proroctwo


Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

104 odpowiedzi na „Proroctwo

  1. mariusz2015 pisze:

    Ks. Paweł Murziński – od Znaku Niewiasty Ap 12,1-2 rozpoczął się Wielki Ucisk

    1) https://www.youtube.com/watch?v=d62ByzzFi5Y

    2) https://www.youtube.com/watch?v=AJEqyc36O-M

    Polubienie

  2. Gosia 3 pisze:

    Bóg zapłać Mariuszku! że wstawiłeś na wpis główny!
    Pozdrawiam serdecznie. 🙂

    Polubienie

  3. Gosia 3 pisze:

    Wstawiam to jeszcze tutaj bo dotyczy tego wpisu głównego – video ” Proroctwo”

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Matka Boża Przenajświętsza – Oblubienica Ducha Świętego!

    Dzisiejsza Ewangelia mówi: „«. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”.
    Bóg podarował wszelkie Prawo Boże swoim rodakom Żydom i oddał im swoje Królestwo Boże i to nawiązuje do dzisiejszej Ewangelii o winnicy. Bóg podarował to Królestwo najpierw swojemu narodowi wybranemu w dzierżawę lecz gdy przyszedł po zapłatę wysyłając swojego jedynego Syna Jezusa Chrystusa to usłyszał -od Przywódców Izraela – ” ukrzyżować Jezusa „. Podobnie w dzisiejszej Ewangelii właściciel winnicy wysłał do dzierżawcy najpierw swoje sługi a na końcu swojego syna ufając że go nie zabiją. Jednak zabili go.
    Do kogo więc Pan Jezus skierował te słowa : „«. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”
    Odpowiedz nasuwa się sama – wczoraj Pan Bóg zawarł przymierze z Polską. Ta tęcza widziana przez wielu uczestników modlitwy Różańcowej do granic jest Przymierzem Pana Boga z naszym narodem. Lecz uważajmy aby pycha nie zmarnowała tego. Przede wszystkim Pan Bóg zawarł przymierze z tymi , którzy byli pomysłodawcami tej modlitwy – ze zwykłymi owieczkami. Co teraz zrobią przywódcy bo teraz wszystko w ich rękach. Może Wy wiecie czy pan Prezydent z żoną , Pani Premier i inni posłowie uczestniczyli we wczorajszej modlitwie. Jak wiecie to napiszcie.
    W dzisiejszym świecie Pan Bóg nie ma za dużego wyboru komu podarować w dzierżawę swoją Winnicę dlatego wybrał nas. To nie miał być tylko wczoraj Różaniec lecz codzienny Różaniec odmawiany z Maryją.
    Moja znajoma była na modlitwie Różańcowej na granicy Ukraińskiej w małej miejscowości. Tam do tego miejsca nad Bugiem musieli przejść pieszo kilka kilometrów między szuwarami i gęstwinami.
    Gdy doszli miejscowi biedni ludzie hojnie ich przyjęli ciepłymi strawami. Ponieważ była to granica polsko – ukraińska operatorzy sieci informowali aby wyłączyli komórki. Wyjrzało słońce podczas modlitwy i zaczęło pulsować jak w Fatimie jednak prawdopodobnie nikt nie miał jak zrobić zdjęcia . Gdy wracali autokarem to pojawiła się Tęcza. Niesamowite – prawda.
    Moja znajoma wróciła tak radosna i napełniona Duchem Świętym lecz zmartwiona że żaden ks z jej parafii nie uczestniczył bezpośrednio w tej modlitwie.
    To co wczoraj podarował Pan Bóg Polsce nie podarował na ZAWSZE i teraz pokora, codzienny Różaniec i czyny wiary mają to dopełnić aby się wypełniło.
    11 pażdziernika 2014 roku – 3 lata temu miałam przekaz ” WIANEK DLA POLSKI NA NIEBIE”.
    Nie wiem co to miało znaczyć? ale wiem że teraz jesteśmy przez Boga wywyższeni na Ziemi i w Niebie. Nie odkładajcie więc Różańców na bok lecz módlcie się gorąco bo jeszcze nie ma spokoju w naszej Ojczyżnie. Największym błędem byłoby się teraz zatrzymać. Bóg jest cierpliwy ale też bardzo sprawiedliwy. TAKA SZANSA JEST NIE DANA RAZ NA ZAWSZE.
    Winnica dana w dzierżawę ma wydać dorodne owoce bo gdy nie będzie należycie uprawiana Bóg się rozgniewa i przekaże ją w inne ręce do uprawy. Teraz trzeba iść naprzód Pasterze owiec bo bez dobrych przewodników się rozproszymy i Bóg ześle karę. Taką karę jak zesłał na Izrael.
    RÓŻANIEC, RÓŻANIEC, RÓŻANIEC ŚWIĘTY TO DLA NAS OWIEC TARCZA I NADZIEJA.

    Ale to jak zwykle moje gdybanie, które nie zawsze wszystkim się podoba.

    Polubienie

  4. Millka pisze:

    Pozdrawiam wszystkich! Również brałam udział w różańcu do granic. Byłam w Opawicy , przy granicy czeskiej. Pogoda śliczna, ciepło , przyjemny wiaterek , zachmurzenie było niewielkie. Parafianie Opawicy przyjęli nas bardzo gościnnie , a było nas 700 pielgrzymów. Ugościli nas przepysznymi ciastami , gorącą fasolką po bretońsku, kawą , herbatą. Były nawet toy-toye .
    Po mszy w bardzo zabytkowym kościółku była adoracja, po której udaliśmy się na stadion sąsiadujący z Czechami . Wszyscy pięknie śpiewali. Kapłan dziękował za przybycie na różaniec także Czechom.
    Ciekawe , czy za rok odbędzie się taka uroczystość. Dobrze by było , gdyby taki różaniec stał się naszą Polską tradycją.

    Polubienie

  5. Adrian pisze:

    Huragan Nate zmierza w stronę USA. To już czwarty huragan, którzy uderzy w Amerykę w ciągu zaledwie dwóch miesięcy

    Na Atlantyku szaleje kolejna wielka burza, która zagraża obecnie platformom wiertniczym w Zatoce Meksykańskiej. Potem spodziewane jest wejście huraganu na ląd. Zagrożone jest 60 milionów ludzi.
    http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/huragan-nate-zmierza-w-strone-usa-juz-czwarty-huragan-ktorzy-uderzy-w-ameryke-w-ciagu
    =====================================
    Uderzy albo poleci dalej! Czy Asteroida 2012 TC4 już 12 października może się zderzyć z Ziemią ?

    Astronomowie od dawna ostrzegają, że w październiku 2017 roku, w pobliżu Ziemi znajdzie się potencjalnie niebezpieczna asteroida 2012 TC4. Niektórzy uważają, że jej trajektoria jest na tyle niepewna, iż może się nawet zderzyć z Ziemią. Czy tak się stanie? Przekonamy się już za kilka dni.
    http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/uderzy-albo-poleci-dalej-czy-asteroida-2012-tc4-juz-12-pazdziernika-moze-sie-zderzyc-z
    ===========================================
    Popiełuszce odcięli język. Umierał w męczarniach. W III RP jego kaci otrzymywali po 4 tys. zł emerytury

    Ks. Jerzy Popiełuszko, zanim został zamordowany był najpierw bestialsko torturowany. Jego twarz był zmasakrowana. Esbecy odcięli mu nawet język. W III RP odpowiedzialni za jego śmierć funkcjonariusze aparatu terroru żyli, jak pączki w maśle. Adam Pietruszka, oskarżony o sprawstwo kierownicze w zabójstwie kapelana „Solidarności”, dostawał emeryturę w wysokości 3,9 tys. zł. Jeszcze więcej, bo po 8 tys. zł miesięcznie, otrzymywał Władysław Ciastoń, oficjalnie oskarżony o podżeganie do tej zbrodni! Pod tym względem obcięcie ich emerytur do wysokości 2,1 tys., to i tak akt łaski.

    W porwaniu i morderstwie ks. Jerzego Popiełuszki uczestniczyli bezpośrednio trzej oficerowie MSW: kpt. Grzegorz Piotrowski (naczelnik wydziału Departamentu IV), por. Leszek Pękala i por. Waldemar Chmielewski. Ich przełożonym był płk Adam Pietruszka. Ten ostatni w 1985 roku został skazany za tzw. sprawstwo kierownicze w zabójstwie Popiełuszki na karę 25 lat pozbawienia wolności. Kara wydawała się być wysoka jak na fakt, że proces odbywał się w PRL. To jednak tylko pozory…
    http://niewygodne.info.pl/artykul8/04039-Mordercy-Popieluszki-dostawali-wysokie-emerytury.htm

    Polubienie

  6. Gosia 3 pisze:

    Adrian! właśnie widziałam ten Twój wpis na Królowej Pokoju i miałam nawet przekleić.
    Bóg zapłać że wstawiłeś sam. Szczęść Boże!!!

    Polubienie

  7. bozena2 pisze:

    Kochani na temat tego, co napisał Mariusz z objawień do Congchiglii:

    Spośród wszystkich tajemnic wiadomo coś o trzeciej. Widzący mówią o znaku, który Matka Boża, zostawi w miejscu pierwszych objawień. Będzie to znak widzialny, niezniszczalny, trwały i bardzo piękny mający na celu potwierdzenie objawień Matki Bożej w Medziugorju, a jednocześnie będzie to ostatnie wezwanie do nawrócenia. Mirjana mówi, że dzięki modlitwom i postom tych, którzy odpowiedzieli na wezwanie, okropności przewidziane w siódmej tajemnicy zostały złagodzone.
    
    Zwłaszcza Mirjana, jeśli chodzi o tajemnice dotyczące najbliższej przyszłości świata, twierdzi, że wie dokładnie, o co chodzi i co ma nastąpić. Wybrała pewnego franciszkanina, o. Petara Ljubičića, któremu powierzy tajemnice na dziesięć dni przed ich spełnieniem, aby mógł podać je do wiadomości publicznej.
    Ojciec Livio Fanzaga – dyrektor Włoskiego Radia Maryja
    Fragment pochodzi z książki „Dlaczego wierzę Medziugorju”
    Vicka
    Poniższe fragmenty pochodzą z wywiadu jaki udzieliła Vicka o. Livio Fanzaga
    

    O.Livio – Uderzyło mnie to, co Matka Boża powiedziała odnośnie trzeciej tajemnicy, dotyczącej znaku na górze. Wy, widzący, powiedzieliście, że chodzi o widzialny, niezniszczalny znak, który będzie pochodził od Pana. Maryja jednak powiedziała również: „Nawracajcie się! Kiedy obiecany znak pojawi się na górze, będzie za późno” (02.09.82 r.). Powiedziała też: „Nawet wtedy, gdy pozostawię na wzgórzu znak, który wam obiecałam, wielu nie uwierzy. Nadszedł czas nawrócenia i pokuty” (19.07.81 r.). Dlaczego, według Ciebie, ludzie ujrzą znak, ale się nie nawrócą?

    Vicka – Trzecia tajemnica dotyczy znaku, jaki pozostawi tutaj, w Medziugorju, na górze objawień. Znak ten pozostanie na zawsze, ale będzie skierowany przede wszystkim do tych, którzy są jeszcze daleko od Boga. Matka Boża chce dać im możność, aby zobaczyli znak i uwierzyli w Boga. Kiedyś miałam sposobność ujrzeć ten znak podczas wizji.
    O.Livio – Już widziałaś znak?
    Vicka – Tak podczas wizji.

    
    O.Livio – Kiedyś, w wywiadzie dla radia Maryja, Jakov powiedział, że aby zobaczyć znak, trzeba będzie pojechać do Medziugorja. To prawda?

    Vicka – Tak, to prawda. Znak pozostanie na Podbrdo i trzeba będzie przyjechać tutaj, aby go zobaczyć. Znak ten pozostanie na zawsze i będzie niezniszczalny. O ludziach, którzy zobaczą Go i nie uwierzą, można sądzić, że mają zbyt zamknięte serca. Każdy człowiek jest odpowiedzialny za własne wybory: tylko ludzie oddaleni od Boga, którzy mają serce z kamienia, mogą pozostać obojętni na znak, inni z pewnością nie. Dla tych, co mają dobre intencje, ale z trudem wierzą lub nie potrafią wierzyć, znak będzie pomocą. Ale tym, którzy wszystko czynią przeciw Bogu, znak na nic się nie przyda.

    O. Livio -A zatem znak będzie ostatnią deską ratunku dla niewierzących, ale czy w jakiś sposób nie skłoni też Kościoła do uznania objawień za autentyczne?

    Vicka – Tak z pewnością przyczyni się do upewnienia Kościoła, że Matka Boża naprawdę objawiała się w Medziugorju przez te wszystkie lata. Matka Boża ciąży wszystkim; zarówno niewierzącym jak i Kościołowi. Do nas należy decyzja, czy odpowiemy na Jej wezwanie, także za pośrednictwem tego znaku. Znaku tego nie będzie mógł uczynić człowiek, a jedynie Bóg. Kiedy pojawi się znak, każdy będzie musiał stwierdzić, że nie może on pochodzić od nikogo innego, jak tylko od Boga.

    Mariuszu , czy to może chodzić o ten właśnie znak?

    Jezus doConchiglii
    09 kwietnia 2009 -12.50 „ Napisz… Conchiglio…ŻE ZNAK… KTÓREGO ŚWIAT OCZEKUJE… NASTĄPI NA WZGÓRZU W MEDJUGORIU.Będzie to jak « łuk zezłotego światła » i z tego Łuku… Złote Promienie rozejdą się we wszystkich kierunkach.Będzie to Znak Miłości… aby pomóc Ludzkości zdecydować się w ostatnim momencie na pospieszenie się z nawróceniem… gdyż nie będzie już czasu.Ludzkość jest w poważnymniebezpieczeństwie i jest was wielu na całym Świecie.I Świat otrząśnie się z siebie samego… aby oczyścić się i zregenerować.Wszędzie będzie śmierć… szkody będą niezliczone.Ukształtowanie geograficznezmieni się.Nic nie będzie takie… jak teraz.Płyty tektoniczne przesuwają się i fundamenty są już zagrożone.To kwestia chwil.Odczytuję twoje serce… Conchiglio…które wyraża ból niemożności przekazania tych Słów Światu.Oto… córko… nadchodzi czas… kiedy pozwolę ci iść naprzód samej
    i nie będziesz musiała już trwać w powziętym zobowiązaniu.Będą się dziać rzeczy… które dadzą ci swobodę działaniaz tą siłą i tą wytrzymałością… którą ci wpoiliśmy.Będziesz szybko latać… i będziesz miała potrzebny czas na ostrzeżenie ostatnich… spóźnialskichktórzy do tej pory powątpiewali w każde dane « Ostrzeżenie ».KAŻDEGO DNIA BÓL WZRASTA NA ŚWIECIE.ALE KOLAN… KTÓRE SIĘ ZGINAJĄ… BY PROSIĆ O PRZEBACZENIE… NIE WIDZIMY.O przebaczenie muszą prosić wszyscy… a nie kilka Naszych Dusz.Przeciwnie… panuje pycha a możni nadalplanują dzieła śmiercidla Ludzkości i dla Planety Ziemi.Nic nie służy… odciągnięciu ichod ich podłych zamiarów wojny i Władzy globalnej.Przeto globalne będzie OCZYSZCZENIE.« Ten… Kto » zrozumiał… natomiast… niech się nie boigdyż będzie miał wystarczające środki ochronyaby wykonywać Naszą Wolę w każdym miejscu Świata.Conchiglio…twoja ręka bardzo ciąży… bardzo ciąży… bardzo ciąży.
    http://docplayer.pl/4867514-Conchiglia-movimento-d-amore-san-juan-diego.html

    Polubienie

  8. Adrian pisze:

    Ukraina kupuje gaz z Norwegii taniej niż Polska z Rosji! Czy negocjatorzy umowy gazowej z PO i PSL działali na szkodę naszego kraju?

    To niesamowite, ale wygląda na to, że Ukraina kupi gaz z Norwegii za jedynie 340 dolarów za tysiąc metrów sześciennych podczas gdy polska firma PGNiG płaci za tyle samo gazu z Rosji aż 400 dolarów. Polsko-rosyjska umowa gazowa była tak niekorzystna dla nas, że Komisja Europejska nie mogła wręcz uwierzyć, że chcemy podpisać taki kontrakt.

    To właśnie naciski Brukseli spowodowały, że kontrakt gazowy z Rosją zawarto na krótszy okres czasu niż pierwotnie planowano. Gaz musimy kupować nie tylko w bardzo wysokich cenach, ale też Rosjanie zagwarantowali sobie, że musimy go nabyć odpowiednie ilości nawet jeśli ich nie potrzebujemy. Na dodatek nie wolno nam odsprzedawać tego gazu. O co w tym wszystkim chodzi?
    Trzeba wiedzieć, że krzyżowanie się rurociągów gazowych na dnie morza jest praktycznie zabronione. Można tego dokonywać tylko w wyjątkowych przypadkach. Rury meandrują nieco na dnie i mogłyby się pozrywać. Nie są to kable telekomunikacyjne, które są łatwe w naprawie nawet po uszkodzeniu. Zatem oczywiste jest, że decyzja SLD, aby zaprzestać budowy rurociągu do Norwegii, co miało zapewnić dywersyfikację dostaw, była decyzją polityczną prawdopodobnie wymuszoną z zagranicy na wschodzie.

    W 2010 roku, już po nieszczęściu w Smoleńsku, ówczesny wicepremier Waldemar Pawlak z PSL, zajmujący pozycję Ministra Gospodarki, podpisał z rosyjskim Gazpromem fatalną umowę, która wtedy zdaniem Donalda Tuska udowadniała nasze rzekomo bardzo dobre stosunki z Rosją. Okazało się, że Polska przez to płaci za importowany rosyjski gaz najwięcej ze wszystkich państw europejskich. Po prostu umowa ta jest dla nas bardzo niekorzystna i do 2022 roku będziemy zakładnikami Rosji.
    Nie wiadomo czy polskie władze przestraszyły się wtedy, że spotka je los krnąbrnych dla Moskwy pasażerów feralnego lotu do Smoleńska, ale po prostu poddaliśmy się godząc się na wszystko. Teraz można tylko dywagować czy była to głupota czy zdrada.
    http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/ukraina-kupuje-gaz-z-norwegii-taniej-niz-polska-z-rosji-czy-negocjatorzy-umowy-gazowej-z
    ============================

    Tymczasem na jednym z włoskich przystanków
    kierowca nagrał takie coś. Neapol, Włochy

    Polubienie

    • Millka pisze:

      Z tego co pamiętam , to w przekazach które czytałam ( bardzo dawno temu i nie pamiętam czyje to były przekazy ) , że niecne zamiary sąsiadów odcięcia Polski od Bałtyku będą udaremnione przez Boga . Będą takie kataklizmy, że z tych rurociągów pozostanie gruz i złom. By udaremnić skutki III wojny światowej Pan Bóg okaże ludzkości miłosierdzie w postaci kataklizmów , które zrównają niedolę oprawców z prześladowanymi. Po wojnie będzie dany światu znak – niezniszczalny, o którym mówi Vicka. Następnie niestety zapanują rządy antychrysta na 3,5 roku.

      Polubienie

  9. Szafirek pisze:

    Hejterzy wzięli na celownik Kamila Stocha. Mszczą się za „Różaniec do granic”
    http://niezalezna.pl/205444-hejterzy-wzieli-na-celownik-kamila-stocha-mszcza-sie-za-rozaniec-do-granic

    Polubienie

  10. Marcin pisze:

    Szczęść Boże,

    Mam już internet. Właśnie dzisiaj niedawno była u mnie jedna osoba z serwisu i okazało się że modem był popsuty i zamienił na nowy. A tak niedawno ok. pół roku temu zakładałem tutaj internet stacjonarny.
    Co do Różańca do granic ostatnio w sobotę to nie wiedziałem, że zaczynał się o godz. 14. Albo całkiem wypadło mi z głowy że to miało być o 14.

    Pozdrawiam.

    Polubienie

  11. Marcin pisze:

    Z tego co pisze Millka w powyższym komentarzu i Mariusz ostatnio można wywnioskować że wszystko przeciągnie się w czasie. Według tego co mówi ks. Murziński tak samo. Już nie wiadomo gdzie tutaj jest prawda.
    W orędziach MBM było mówione że chyba to Ucisk zaczął się w grudniu 2012 roku, to już dawno temu.
    Gosia mówiła że już bardzo mało czasu zostało. Pisała kiedyś że to co mówi ks Murziński zrealizuje się szybciej. Ks Murziński przedstawia też inną chroneologię wydarzeń.
    Może Wiellki Ucisk zaczął się już wcześniej zanim pojawił się Znak Niewiasty Obleczonej w Słońce 23/24 września 2017.

    Polubienie

    • Millka pisze:

      Marcinku : a ja twierdzę , że już wszystko wypełnia się na naszych oczach i jesteśmy prawie w centrum wydarzeń apokaliptycznych. Rozgoryczenie , zwątpienie, brak nadziei na lepsze jutro, na odmianę ludzkich serc , to właśnie znaki tych czasów. Brak wiary, Miłości- obecności Boga w sercach ludzkich ,gdzie Bóg jest Miłością Najdoskonalszą , to cechy charakterystyczne czasów ostatecznych. Pisane bowiem było , że ludzkość tak bardzo upadnie, że sprzeciwi im się natura. Ziemia będzie się trząść, będą powodzie , huragany o niespotykanej dotąd sile, morza wyjdą na ląd. Zwierzęta , roślinność będą wymierać na naszych oczach. Będzie powszechny głód, a największy głód będzie Boga i Jego praw zawartych w dekalogu. Jedno jabłko będzie więcej warte niż samochód.
      To wszystko było zapowiedziane i musi się wypełnić przed drugim przyjściem Pana Jezusa , który osądzi ten grzeszny nasz świat.
      My natomiast jesteśmy tą małą resztą pragnącą ukrócenia tych strasznych czasów. Niestety musimy pogodzić się z tym co ma jeszcze nastąpić, Mamy bowiem obiecane , że Bóg jest i będzie zawsze z nami. Nie możemy poddawać się rozpaczy, ale z nadzieją oczekiwać Jego powrotu. By nie popaść w zwątpienie mamy ratunek – modlitwę, różaniec.
      Zawsze należy z pokorą przyjmować wolę Bożą. Nagroda dla nas będzie wielka. Analizowanie kiedy to nastąpi jest bez sensu, ponieważ nie wiemy co tak naprawdę musi się jeszcze stać. Objawione, a niewypełnione proroctwa co do Kościoła Jezusowego muszą się w całości wypełnić. A będzie to całkowite jego ukrzyżowanie. Moim zdaniem już się też to dzieje. Jako przykład podam w skrócie o jaką herezję został oskarżony Franciszek. Na ten temat wypowiedział się wierny tradycji teolog-kapłan.
      Mianowicie Franciszek twierdzi , że Bóg jest – Miłosierdziem. Jest to herezja!
      Wyjaśnienie tego było następujące;
      Bóg jest Trójcą Przenajświętszą: Bóg- Ojciec, Bóg- Syn, Bóg- Duch Święty – równi w Bóstwie. W myśl tezy Franciszka Bóg Ojciec jest miłosierny dla Boga Syna,dla Boga Ducha Św. i wzajemnie. Jest to czysta herezja, bo oznaczałoby, że Trzy Osoby Boskie grzeszą.
      Bóg w Trójcy Jedyny jest MIŁOŚCIĄ. Tylko najdoskonalsza Miłość ich łączy. Miłosierdzie jest zarezerwowane i okazywane nam grzesznikom, po ówczesnym przyznaniu się i wyrażeniu skruchy.
      Moim zdaniem warto się z tym zapoznać , by mieć lepsze rozeznanie.
      Bądźmy dobrej myśli, nie poddawajmy się zwątpieniu, bo wszystko musi się wypełnić. Z Panem Bogiem.

      Polubienie

  12. Marcin pisze:

    Im więcej się tutaj udzielam tym jeszcze bardziej mnie kusi w kierunku tych moich nieczystych myśli i tych pokus i w ogóle. Myślę że teraz nie wykażę się pychą stwierdzając że wylosowałem wtedy Pana Jezusa Zmartwychwstałego jako mojego Patrona na ten rok. I tak sobie myślę, że sam Pan Jezus może mną kieruje, chociaż zły duch i tak daje się we znaki. Ja nie oczekuję też żadnych znaków od Pana Boga. Po prostu chciałbym aby to wszystko już jak najszybciej się wypełniło. Moje życie stało się beznadziejne i tak było w ogóle od samego początku i nie wiem czy dam radę tak jeszcze żyć kolejny rok pośród tego brutalnego, zawistnego, nieprzyjaznego, nieczułego świata jak Pan Bóg wcześniej nie zainterweniuje. Dlatego pocieszam się tym że to już za chwilę a ktoś chce odbierać tą jedyną nadzieję takim osobom, które myślą podobnie jak ja.

    Jezu, Ty sam nas prowadź, bo giniemy. Amen!

    Polubienie

    • Szafirek pisze:

      Marcinie,powiem Ci,że ostatnio, jak też z tego wszystkiego wnioskuje,ze wszystko ma się przeciągnąć w czasie, to mnie to załamuje.Nie chce mi się już żyć w tym świecie,mało co mnie tu cieszy,ciągle jakieś przykrości mnie spotykają.Od Pana Boga nie mam zamiaru się oddalać,ale mnie to dołuje jak ma być tak,że to jeszcze tyle tego przed nami.
      Z drugiej strony nie chce mi się trochę w to wierzyć,bo to co się dzieje na świecie,to nie wiem czy Pan Bóg będzie się na to jeszcze długo przyglądał i pozwalał na to.
      Pozdrawiam serdecznie.
      Szczęść Boże!

      Polubienie

      • Marcin pisze:

        Witaj Szafirku,

        Mnie też takie komentarze trochę podłamują. Oczywiście nie znamy dokładnych dat ale to nie znaczy że jeszcze tyle lat zostało. Może Matka Boża w Medjugorje w ostatnim orędziu powiedziała żeby nie tracić czasu na rozmyślanie o przyszłości i nie zamartwiać się, ale to w cale nie znaczy że to wszystko może wydarzyć się już niedługo.

        Szczęść Boże!

        Polubienie

  13. Marcin pisze:

    Myślę, że gdyby Niebo na przestrzeni ostatnich lat nie mówiło nam w różnych orędziach, jakikolwiek one by nie były, że to wszystko, Oświetlenie Sumień itd wydarzy się już teraz, prawie że za chwilę, to wielu z nas już dawno powracałoby do starego grzesznego życia i niestety nie powracali by oni już z powrotem aby żałować i pokutować.

    Polubienie

    • bozena2 pisze:

      Cały czas w przekazach do mistyków o ostrzeżeniu:
      PAŹDZIERNIK 06 2017 1:15 P.M.

      PIERWSZE ZAPROSZENIE SAN MIGUEL I ARCÁNGELES I ANIOŁY KRÓLESTWA BOGA DO PRZYDATNOŚCI

      Kim jest Bóg? Nikt nie lubi Boga. Hallelujah, Hallelujah, Hallelujah

      Niech pokój Najwyższego będzie z tobą wszystkim, ludźmi dobrej woli.

      Mordowicze bracia, wielkie bitwy prowadzą przeciw gospodarzom zła. Grzech i niegodziwość tego pokolenia wzmocniły królestwo ciemności. To boli nas widzieć tyle złego, że jak chwasty wzrosły w sercu ogromnej większości tego bezrozumnego i grzesznego pokolenia. Jakże głupie i głupie jesteś, wolisz śmierć do życia! Ciągle odwracasz się od jedynego, który może cię zbawić, nasz umiłowany Ojciec. Niebo płacze z twoim nastawieniem, bo mój Ojciec nie chce twojej śmierci, ale żyjesz wiecznie.

      Bracia, czas twojego przejścia przechodzi przez wieczność i ogromną większość ludzkości, nie jest przygotowany na to wydarzenie. Ostrzeżenie złapie wiele dusz w grzechu śmiertelnym i zostanie utracone wiecznie, ponieważ nie wytrzymają tak wielkiego wpływu. Biedne dusze, wędrują po świecie bez Boga i bez prawa, czas im się kończy; jeśli nie powrócą do Boga tak szybko, jak to możliwe, zostaną utracone wraz z nadejściem ostrzeżenia.

      W imię Najwyższego będziemy nazywać: prostytutki, złodziei, cudzołożników, rozpustników, nieczystych, bałwochwalczych homoseksualistów, alkoholików, kłamców, czarodziejów, czarowników, okultystów i grzeszników w ogóle. Pomyśl jeszcze raz, aby pójść za tobą, gdy twoje dusze straciły w twoim przejściu na wieczność! Kiedy ostrzeżenie ostrzega was, wasze dusze nie zobaczą światła Boga, ale ciemności królestwa ciemności.

      Śmiertelnicy, będziesz wiecznie od piętnaście do dwudziestu minut ziemskiego czasu; w zależności od stanu twojej duszy, idziesz do miejsca, które Ci odpowiada, na określony czas. Ci, którzy idą do czyśćca, poczujesz ogień, który oczyszcza dusze i zobaczyć tam, stan, w którym wielu z twoich krewnych. Wiele letnich dusz towarzyszy grzesznym duszom do piekła; nie odczuje męki i ogień, który płonie i nie gaśnie, z którym przeklęte dusze są karane. Mój Ojciec chce pokazać dusze oziębłe piekło tak, że po powrocie do Jego łaski na tym świecie, świadomi i zdefiniowane. Ciepłe dusze i grzeszne dusze, prosimy cię: jeśli oprze się bycie w piekle przez cały okres Ostrzeżenia? Pomyśl i rozważaj, bo twoje życie jest zagrożone, a czas Ci się spieszy.

      Bracia, każdy grzech śmiertelny musi być wyznał i naprawiona, ale grzech naprawa wy nie całkowicie odpuszczone. Musisz naprawić wszystkie grzechy śmiertelne, zanim podejmie zawiadomienie, że nie może smucić w kroku dla wieczności. O grzeszna ludzkość, uciekaj, aby załatwić sprawy i naprawić wszystkie grzechy śmiertelne; bo dzień Ostrzeżenia jest bliski, a wielu nie oprze się temu! Nie chodzić śmiertelnikami, przez krótkie i długie plany; martw się raczej o zbawienie duszy, ponieważ życie na tym świecie jest oddechem. Ty jesteś cieniem i pyłem, językiem i próżnością; dziś jesteś, jutro nie jesteś już. Przestań się martwić o rzeczy tego świata, ponieważ wiesz dobrze, że ten świat wkrótce minie. Żyj lepiej, aby podobać się Bogu i skarbowi skarbów nieba, które da ci jutro radość życia wiecznego.

      Niech pokój Najwyższego pozostanie w was, ludziom dobrej woli.

      Twoi bracia, Michał Archanioł, archangele i aniołowie Królestwa mojego Ojca.

      Uczyń nasze orędzie do całej ludzkości, nasienia Boga

      http://www.mensajesdelbuenpastorenoc.org/mensajesrecientes.html

      Polubienie

  14. Marcin pisze:

    Chwała za takich bożych kapłanów, którzy wierzą i otwarcie opowiadają o Czasach Ostatecznych, jak np. ks Murziński, ale to wszystko może zrealizować się wcześniej.

    Pozdrawiam.

    Polubienie

  15. Szafirek pisze:

    W ogóle czasem mam wrażenie,że w kościele do którego chodzę to nie ma już Pana Jezusa.Kiedyś jak szłam do spowiedzi i Komunii św. to byłam pełna nadziei i radości,teraz wracam jakaś smutna i czuje to co przed,nie rozumiem tego…Zastanawiałam się nad tym,i czasem mysle,że może żle się spowiadam,ale rozmyślam długo przed spowiedzią,a też dość często staram się być u spowiedzi,więc raczej nic mi nie umknie z grzechów abym nie powiedziała.Nie wiem co to znaczy,brak mi tego uczucia co kiedyś po Komunii św.
    W tym kościele powtarza się to co opisałam ostatnio,może tym Pan Jezus jest obrażany i uciekł z tego kościoła? Tak chyba było w orędziach MBM,że taki czas przyjdzie ,że nie będziemy czuć obecności Pana Jezusa.Nie wiem co robić,chyba będę musiała chodzić do innego kościoła,ale też pomyślałam,że może jednak Pan Jezus tam jest ,tylko,że smutny bardzo i dlatego ja czuje taki smutek? Nie wiem co o tym myśleć,ale to jest bolesne uczucie,bo kiedyś tryskałam energią po spowiedzi i Komunii,a teraz jakby pustka…
    Jezu,ufam Tobie!

    Polubienie

    • Marcin pisze:

      Myślę, że Pan Jezus jest smutny, jak napisałaś i ten smutek udziela się też Tobie. Tym bardziej w tych czasach końca kiedy wszystko idzie na opak, pomieszanie z poplątaniem. Ten smutek zostanie. Myślę, że nawet gdybyś poszła do innego kościoła to ten smutek i tak w Tobie zostanie. Może Pan Jezus potrzebuje takiego Twojego współcierpienia w Kościele. Może Pan Bóg przygotowuje Ciebie do jakiegoś zadania.
      Chciałem też napisać, że ta ostatnia akcja Róażniec do granic spowodowadła trochę takie rozrzewnienie u ludzi, to piękne przedsięwzięcie, ale czas jest smutny. Niedługo ma przyjść wielkie cierpienie na świat. Polskę też w minimalnym stopniu ono dosięgnie.

      Polubienie

    • bozena2 pisze:

      Szafirku smutek i pustka, które odczuwasz są potrzebne dla ciebie i dla innych, są po coś , mają sens, inaczej Pan nie pozwalałby na nie, a ty oddawaj Bogu, te”dary” , a bliźnim inne, bo masz tego wiele i głowa do góry. Po prostu duszy iście anielskie przyszło zamieszkać na padole ziemskim, stąd dyskomfort.
      http://www.objawienia.pl/anna/anna/bw-13.html
      Wiem, że odczuwasz naszą obecność. Chcę ci powiedzieć, że nie możemy usuwać z twojej drogi cierpień, zmartwień i kłopotów (powodowanych przez ludzi), dlatego że umniejszalibyśmy w ten sposób twoje szczęście tu (w niebie), więc skrzywdzilibyśmy cię. Ale czuwamy nad tobą i bronimy cię od wszelkich zagrożeń. Tu miłość nasza wzrasta, staje się świadoma i dlatego nie opieramy się nigdy zamiarom Boga wobec człowieka.

      Czy chciałabyś mnie o coś zapytać, dziecino?

      Dobrosława:

      – O męża.

      Matka Dobrosławy:

      – Przeszedł przez czyściec, ale krótko w nim był dzięki tobie.

      Dobrosława:

      – Mama wie, że niektórzy wierzą, ale wierzą bezmyślnie (to znaczy nie zastanawiając się nad treścią prawd wiary i nad tym, że je trzeba praktykować).

      Matka Dobrosławy:

      – Córeczko, zawsze kiedy modlisz się za innych, proś nas o wstawiennictwo, o współudział; najprościej: mówiąc Panu, że prosisz wraz z nami. Bo my cię słyszymy; to mało – jesteśmy przy tobie, odczuwamy wraz z tobą twoje stany duchowe, i emocjonalne, a również pojmujemy twoje cierpienia fizyczne.

      Ks. Grzegorz:

      – Prosimy o zdrowie dla p. Dobrosławy.

      Matka Dobrosławy:

      – My też prosimy o to. Ale w obecnej sytuacji Polsce potrzebne jest każde cierpienie ofiarowane za tych, co cierpieć nie chcą, nic nie rozumieją lub są daleko od Boga. Bo Pan nasz pragnie przemienić cały kraj. Dlatego wszystko, co was boli (również ból psychiczny, np. ból z powodu strajków, niewiary, oszustw…), składajcie Jemu jako swój dar z prośbą o użycie dla uratowania tych, którzy mogą zginąć śmiercią wieczną.

      Pomyśl tylko o nas. Wy jeszcze możecie oddawać Bogu cierpienia, zawody, smutki, czyli skarby waszego życia ziemskiego – my już nic. Ale wciąż prosimy za wami, a uzupełniamy wasze prośby naszą nieustającą wdzięcznością, zachwytem, uwielbieniem Boga.

      Ks. Grzegorz:

      – Proszę o szczęśliwą drogę do domu.

      Matka Dobrosławy:

      – Z chęcią na to przystaję.

      Dzieci, teraz my prosimy Maryję, Matuchnę naszą, aby udzieliła wam błogosławieństwa Bożego.

      Maryja:

      – Moje drogie dzieci. Kochamy was, cieszymy się waszą wiernością Bogu (która nie jest równoznaczna z bezgrzesznością). A teraz przez moje ręce przyjmijcie błogosławieństwo Boga w całym majestacie Trójcy Świętej. Niech spocznie na was, na waszych domach i bliskich, i na wszystkich, o których się troszczycie. Niech towarzyszy waszej służbie. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

      Przyjmijcie też błogosławieństwo w Bogu od rodziny i bliskich dla Dobrosławy i dla was.

      Polubienie

  16. Gosia 3 pisze:

    Ja od siebie mogę Was tak pocieszyć, że raz Pan Bóg dał mi sen w którym powiedział że spotka mnie radość i szczęście jak minie 52 i będzie równo. Sen wydawał jak dla mnie wtedy dziwny jednak dokładnie się wypełnił co do jednego dnia. ( była to dokładnie równa połowa ciąży mojego pierworodnego wnuka) Potem opisywałam Wam jak poczułam obecność Anioła i wtedy kazał mi odliczyć nie tygodnie a miesiące też 52 od pewnej znanej mi daty bo wtedy było też równo czyli połowę 104 miesięcy tyle ile trawa czas , dwa czasy i pół czasu i wtedy też ma mnie spotkać radość i szczęście. Do tej daty jest bardzo blisko do tego 104 miesiąca.
    Czasami sobie myślę że może to tylko dla mnie ten sen a nie dla Was wszystkich. Ale coś mi się wydaje że jednak dla wszystkich dzieci Bożych.
    Pozdrawiam. Szczęść Boże! 🙂 Nawracajcie się i głoście Ewangelię i że nadchodzi Królestwo Boże!

    Polubienie

    • Marcin pisze:

      Witaj Gosiu,

      Co Twoim zdaniem mogłoby być tym wydarzeniem które zwieńczy ten 104 miesiąc?
      Czy to jeszcze w tym roku?

      Pozdrawiam.

      Polubienie

      • Gosia 3 pisze:

        Marcinie niestety jeszcze nie w tym roku ale w tym roku jeszcze może wydarzyć się coś co odczujemy boleśnie a będzie znakiem tych czasów Apokalipsy i na pewno nie przyniesie tej radości i szczęścia. Pytasz mnie co mogłoby być tym wydarzeniem otóż aż tak dokładnie nie wiem. Wiem że opisuje to Księga Daniela i wg mnie ten czas dobiega końca. Dla Chrześcijanina radością byłoby Powtórne Przyjście Jezusa a może pochwycenie Kościoła np podczas Ostrzeżenia. Mówię to po tym śnie i jeszcze odkryciu pewnej tajemnicy gdy znajoma chciała wyjść z Adoracji a Jezus ją zatrzymał. Powiedział po godzinnej Adoracji : ” Zostań jeszcze bo chcę Ci powierzyć pewną tajemnicę.” Jednak przed NS nic nie powiedział a dopiero podczas przekazu wieczornego wszystko wyjaśnił. I wtedy jakby ten czas który mnie przekazał w tym śnie zgodził się idealnie z czasem przekazanym w tajemnicy. Po prostu powiedział ile będzie Franciszek w pontyfikacie a potem pokazał klepsydrę czasu, która zaczęła się przesypywać. I zrozumiałam jakby pewien czas się zakończył właśnie tego 104 miesiąca. Ale nie żaden koniec świata.
        Jezu ufam Tobie!

        Polubienie

      • Marcin pisze:

        Bóg zapłać Gosiu za wyjaśnienie.

        Pozdrawiam.

        Polubienie

  17. Marcin pisze:

    Chciałem też powiedzieć, że wczoraj jak była u mnie tutaj w mieszkaniu ta osoba z tego serwisu od internetu, to ten serwisant Niemiec był trochę taki zmieszany jak zobaczył święte obrazki i Krzyż na ścianie. Może to zostanie mu w pamięci, ten symbol Pana Jezusa.
    W Polsce takie święte obrazki i Krzyż na ścianie w mieszkaniu to coś normalnego, ale tutaj dla Niemców to niestety coś niecodziennego. Tutaj spora część Niemców ma posążki i symbole buddy i hinduizmu w domu i nawet już w niektórych szkołach podstawowych można wyszukać odniesienia do tych wierzeń z Dalekiego Wschodu.

    Polubienie

  18. Mateusz pisze:

    „Bardzo rzadkie zjawisko, jakim jest ognisty wir, pojawiło się podczas pożaru w Portugalii.
    Diabeł z ognia
    Na miejscu zaobserwowano również bardzo rzadkie i niezwykle efektowne zjawisko – ognisty wir (czy też ogniste tornado lub ogniste diabły).”

    Polubienie

  19. Marcin pisze:

    Zły duch próbował mnie dzisiaj przez pewnego zamożnego człowieka przekupić 3500 Euro od tak, tj prawie 15 tys zł, w zamian za dopuszczenie się pewnego grzechu ciężkiego. Takich pieniedzy jeszcze nigdy od tak nie miałem. Nie zgodziłem się. Diabeł tak mami mój rozum przyjemnościami i dobrobytem. Wolę już do samego końca poniewierać się w tej beznadziejnej pracy fizycznej którą wykonuję jako sprzątacz za o wiele mniejsze pieniądze i przyjąć to jako swoją pokutę. Cały czas coś mi podpowiada żebym zostawił to i korzystał z życia. To wszystko ubrane jest w kolorowe barwy. Ja myślę, że nawet dobrze tutaj mógłbym sobie zaplanować życie. Mógłbym tutaj nawet podszkolić j. niemiecki i pójść do jakiejś szkoły i zrobić wykształcenie w jakimś kierunku, mam wiele zainteresowań. Nieraz słyszałem od innych że jestem zaradnym człowiekiem i że mógłbym zdobywać świat. Ale wtedy w tym wszystkim chyba nie byłoby miejsca dla Pana Boga. Wtedy zapewne kusiłoby mnie aby zdobywać więcej i więcej aż w końcu całkiem zapomniałbym o wierze, o Panu Bogu. Dlatego własne marzenia i podobne cele zostawiłem daleko z tyłu. Po drodze nawet musiałem zerwać kontakt z pewną osobą którą uważałem za przyjaciela, który mi tutaj na początku znacznie pomógł. Czułem że dla Pana Boga i dla mnie samego będzie lepiej gdy zerwię z tą osobą kontakt. I tak po pewnym czasie zrobiłem, chociaż bardzo to przeżywałem emocjonalnie. Po tym wszystkim uświadomiłem sobie że ja chyba szukałem ojca którego nigdy nie miałem. Pytałem Boga dlaczego tak wszystko musi być.
    Postawiłem wszystko na jedną kartę, jak to się mówi. Postawiłem na Pana Boga.

    Polubienie

  20. Marcin pisze:

    Kilka miesięcy temu raz przy spowiedzi św. użalałem się pewnemu kapłanowi w konfesjonale że mam tutaj taką beznadziejną pracę. On wtedy powiedział, że albo będę dalej wykonywał tutaj taką pracę albo mam wrócić z powrotem do Polski.

    Polubienie

  21. Marcin pisze:

    Jak ktoś przyjeżdża z małego miasteczka do bardzo dużego i bogatego miasta to wtedy łatwo zachyłsnąć się nim i wtłoczyć się w życie ludzi bijących jego tętnem. Trzeba dużego samozaparcia aby jeśli będąc już tam, odpychać od siebie wdzięki takiego miasta. Tak też jest bo obserwuję ludzi. Trzeba wtedy trzymać się w ryzach i mieć w sobie wiarę w Pana Jezusa. Ja na początku jakbym się zachyłsnął ale potem zacząłem odpychać od siebie te wdzięki i przypominałem sobie własną Ojczyznę – Polskę i moją rodzinę która tam została.
    I tak z tego co widzimy nie zostanie kamień na kamieniu.

    Pozdrawiam.

    Polubienie

    • Millka pisze:

      Marcinku odpisałam Ci pod wpisem z dnia 11 października z godz, 9,22

      Polubienie

    • Millka pisze:

      Dodam jeszcze , że na okoliczność Różańca do granic odpowiedziało Niebo w przesłaniu na stronie mirjam – milosierdzie. Przeczytaj- jest bardzo pokrzepiające.

      Polubienie

      • Marcin pisze:

        Witaj Millko,

        Pięknie to wszystko tam powyżej w komentarzu napisałaś.
        Możliwe że to co Niebo odpowiedziało na okoliczność Różańca do granic jest pokrzepiające. To chyba jest piękne lecz u niektórych przeważa smutek. Myślę że to jest budujący smutek i może też potrzebny.

        Pozdrawiam.

        Polubienie

      • Szafirek pisze:

        Katedra Wawelska
        Kraków, 10.10.2017

        (M): Uwielbiam Cię, Panie! Pragnę usłyszeć Twe Słowa w ciszy mego serca. W tej wewnętrznej ciszy, daj Swe Słowo, Panie, Królu narodu polskiego. Niech rozjaśnią się mroki ziemi, mroki serc wołających do Ciebie, Chryste!
        Mateńko, bądź pozdrowiona całym sercem oddanym. Przygotuj dla Swego Syna biedne stworzenia, wołające do Nieba o pomoc w utrudzeniach ziemskich. Przybądź nam, Matuniu, z pomocą, ochroń od złego ducha, by dzieci Twe, Matki i Królowej, stanęły w gotowości do swej drogi, wyznaczonej, wiodącej ku Ojcu Niebieskiemu.
        Przybądź, litościwa Matko Boga i ludzi, przybądź z pomocą, która tak konieczna w naszym kraju, gdzie trwa bezwzględna walka duchowa. Nie opuścisz nas, wołamy o pomoc i bezpieczeństwo w czasie, gdy naród rozmodlony, w krzyku serc stanął w modlitwie „Różaniec do granic”. Poprowadź nas w tej walce! Twoje przywództwo Matki Boga obroni i ochroni nas przed wojującym duchem w ataku.
        Wierni Tobie, Mateńko, Królowo, pójdziemy pod sztandarem wiary i ufności, a Tobie oddajemy przywództwo, by droga prostą była do Syna Twego a naszego Pana Jezusa Chrystusa w Bogu Ojcu i Duchu Świętym.

        Matka Boża
        Ja przemówię, Matka wasza a Królowa narodu.
        Dzieci Moje! Poruszone wasze serca odezwały się gromkim krzykiem o sprawy, leżące w sercu narodu. Wszystko zabrane do wysłuchania a już jest w wysłuchaniu. Niebo całe tego oczekiwało. Porwanie do modlitwy serca, modlitwy ofiarnej, tak szczerej i głośnej, zostało zauważone, a Niebo całe przyłączone do was w swym wołaniu.
        Pierwszy krok do celu, Moje ukochane dzieci!
        Trzeba teraz uporządkować swe serca,
        zdeklarować się w wierze w Jedynego Boga w Trójcy Najświętszej,
        przyjąć warunki Boże, a nade wszystko – miłość,
        miłością dzielić się, w jedności serc działać, choć przeszkody wielkie.
        Nie bójcie się, maleństwa Moje. Niebo całe czuwa, wszak wybrańcami jesteście, dla świata w przykładzie.
        Zauważajcie znaki wam dawane, częste i wyraźne.
        Odczytujcie, rozeznawajcie, wierzcie i ufajcie. Miłość Boża teraz spoczywa w waszych wołających, otwartych sercach w jedności.
        Taki krzyk jednego serca, serca narodu, jest słyszalny i uznany, a przyjęty.
        W walce duchowej nie jesteście sami i nie obawiajcie się niczego!
        Wasze zwycięstwo z Naszych Serc miłujących pochodzi, Serc miłosiernych dla Swych dzieci. Porwani miłością, jednością, wiarą niezłomną i w Bożym Miłosierdziu utwierdzeni pójdziecie w drogi Boże, by ujrzał świat i zapragnął iść z wami, za wami.
        Światło Boże przebiło mroki ziemskie!
        Chrońcie to Światło swą wiarą, postanowieniami, modlitwą serc oddanych.

        Narodzie Mój, postanowisz jeszcze o oddaniu swoim Memu Synowi Jezusowi
        Chrystusowi, by panowanie Jego sięgało wszędzie, gdzie jeszcze mroki panują.
        Tego trzeba, by naród w jedności przemówił do Serca Króla, Jezusa Chrystusa
        (Intronizacja), aby przyjęte w serca postanowienia, wyrzeczone przed Majestatem,
        były prawdziwie i szczerze przyrzeczone i wydane ze swej woli, woli narodu.

        Pan Jezus
        Niech sprawy wasze głosi teraz Moja posłanniczka dla narodu Mego. Ona wypowie Moje ustanowienia tobie, a narodowi.

        Św. Królowa Jadwiga
        Witaj, ukochana siostrzyczko w Miłości Pana Jezusa Chrystusa. Witaj i raduj się wraz ze mną, gdy moje duchowe serce radosnym krzykiem wita ciebie. Ten radosny krzyk niech was ogarnie, a naród niech usłyszy jak wielka radość panuje w Niebie („Różaniec do granic”). Jeszcze nie wiecie, jeszcze nie rozumiecie czym był ten zryw waszych serc, co spowodował a spowoduje, a jakie owoce tego wydarzenia zbierzecie.
        To co zostało uczynione,
        to zawezwanie Ducha Świętego w waszych sercach,
        to porwanie serc,
        oczyszczenie umysłów,
        zjednanie w wierze i miłości.
        To wyszło z promienia Miłości Bożej, rozpalonej i oczyszczającej mroki!
        Wy to przyjęliście szczerze i radośnie, a jednocześnie niepokój serc, który zaistniał w ostatnim czasie, spowodował wasze zdecydowane kroki w wołaniu o pomoc i dokonaniu wyboru kierunku drogi w waszym życiu.
        Dobrze wybraliście, dobrze idziecie i tak idźcie wspólnie z wiarą i radośnie!
        To wasza droga, wam wyraźnie ukazana, droga wolności serca, droga wiary nieprzejednanej i jej obrona, a w tym zgoda, jedność, miłość bliźniego, wiara w Jedynego Boga, uległość w postanowieniach Bożych (przykazania).
        Droga dla narodu już wytyczona. Jeszcze trochę, a wejdziecie na drogi proste.
        Na nich zobaczycie światło promienne, oświetlające drogowskazy, by nie zbłądzić.
        Cały naród zostanie oświetlony promieniami Miłosierdzia, które już wysyłane są
        w waszą stronę.
        Miłość Boża was ogarnia i roznieca ogień wiary, miłości, pojednania, nadziei,
        wyzwolenia serc, oczyszczenia ducha narodu.
        Wszystko padnie co złe, bo zwycięstwo Ducha Bożego nastąpi w waszym życiu
        duchowym a przynależnym Panu Bogu z przyrzeczenia waszego, narodowego
        zjednania w przysiędze Bogu Najwyższemu – miłości, wierności, poddania,
        oddania serc.
        Naród powstanie, wspomagany z Miłosierdzia Pańskiego, bo pomocy jeszcze
        potrzebuje!

        Wzywajcie nas do pomocy, wspomagajcie się wzajemnie, ratujcie zaciemnionych,
        błądzących braci i siostry, kochajcie się, wybaczajcie sobie wzajemnie a
        – czas Miłosierdzia nastąpi w znakach zwycięstwa, które ujrzycie i zadziwienie was
        ogarnie.
        Idźcie odważnie, drogi znacie, drogowskazy oświetlone, nie zbłądzicie!
        Błogosławieństwa spływają na wasze głowy, serca. Kraj cały spowity troską,
        opieką wielką.
        Narodzie ukochany!
        Wskazania dane odczytujcie sercem oddanym, otwartym na bliźniego.
        Światło coraz jaśniejsze przewodzi w drodze. To Światło was przenika i ochrania, bo oślepia wrogiego ducha. Proście o to Światło Boże chroniące, otaczające cały kraj.
        Więcej Światła – to wasza droga szczęśliwa, dobra, droga do zwycięstwa!
        Ona błogosławiona i w pełnej troskliwości i opiece nad narodem wybranym.
        Dziękuję ci, siostrzyczko droga, za twe wysłuchanie! Czynisz to dla Nieba i ziemi. Bądź błogosławiona miłością, pokojem serca i radością Nieba, a twoje sprawy tu w wysłuchaniu, polecone Najwyższemu Panu Bogu na wysokości, ku której sięgasz w swej serdecznej miłości.

        Polubienie

  22. Szafirek pisze:

    12 października

    Błogosławiony Jan Beyzym, prezbiter

    Jan Beyzym urodził się 15 maja 1850 roku w Beyzymach na Wołyniu, w rodzinie szlacheckiej. Po ukończeniu gimnazjum w Kijowie w 1872 r. wstąpił do Towarzystwa Jezusowego (jezuitów). 26 lipca 1881 r. w Krakowie przyjął święcenia kapłańskie. Przez wiele lat był wychowawcą i opiekunem młodzieży w kolegiach Towarzystwa Jezusowego w Tarnopolu i Chyrowie.
    W wieku 48 lat podjął decyzję o wyjeździe na misje. Prośba, którą 23 października 1897 roku skierował do generała zakonu jezuitów, o. Ludwika Martina, świadczy o tym, że była ona głęboko przemyślana:

    Rozpalony pragnieniem leczenia trędowatych, proszę usilnie Najprzewielebniejszego Ojca Generała o łaskawe wysłanie mnie do jakiegoś domu misyjnego, gdzie mógłbym służyć tym najbiedniejszym ludziom, dopóki będzie się to Bogu podobało. Wiem bardzo dobrze, co to jest trąd i na co muszę być przygotowany; to wszystko jednak mnie nie odstrasza, przeciwnie, pociąga, ponieważ dzięki takiej służbie łatwiej będę mógł wynagrodzić za swoje grzechy.

    Generał wyraził zgodę. Początkowo o. Beyzym miał jechać do Indii, ale nie znał języka angielskiego. Udał się więc na Madagaskar, gdzie językiem urzędowym był francuski, którego Beyzym uczył się już w Chyrowie. Tam oddał wszystkie swoje siły, zdolności i serce opuszczonym, chorym, głodnym, wyrzuconym poza nawias społeczeństwa; szczególnie dużo uczynił dla trędowatych. Zamieszkał wśród nich na stałe, by opiekować się nimi dniem i nocą. Stworzył pionierskie dzieło, które uczyniło go prekursorem współczesnej opieki nad trędowatymi. Z ofiar zebranych głównie wśród rodaków w kraju (w Galicji) i na emigracji wybudował w 1911 r. w Maranie szpital dla 150 chorych, by zapewnić im leczenie i przywracać nadzieję. W głównym ołtarzu szpitalnej kaplicy znajduje się sprowadzona przez o. Beyzyma kopia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Do dzisiaj chorzy Malgasze otaczają Maryję z Jasnej Góry wielką czcią. Szpital bowiem istnieje do dziś.

    Wyczerpany pracą ponad siły, o. Beyzym zmarł 2 października 1912 roku, otoczony nimbem bohaterstwa i świętości. Śmierć nie pozwoliła mu zrealizować innego cichego pragnienia – wyjazdu na Sachalin do pracy misyjnej wśród katorżników.

    Proces beatyfikacyjny o. Jana Beyzyma SJ – „posługacza trędowatych” – rozpoczął się w 1984 roku. Dekret Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych dotyczący heroiczności życia i cnót o. Beyzyma został odczytany w obecności św. Jana Pawła II w Watykanie 21 grudnia 1992 roku. W marcu 2002 r. kard. Macharski zamknął dochodzenie kanoniczne w sprawie cudownego uzdrowienia młodego mężczyzny za wstawiennictwem Jana Beyzyma. Jego beatyfikacji dokonał podczas swej ostatniej pielgrzymki do Polski św. Jan Paweł II. Na krakowskich Błoniach 18 sierpnia 2002 r. mówił on m.in.:

    Pragnienie niesienia miłosierdzia najbardziej potrzebującym zaprowadziło błogosławionego Jana Beyzyma – jezuitę, wielkiego misjonarza – na daleki Madagaskar, gdzie z miłości do Chrystusa poświęcił swoje życie trędowatym. Służył dniem i nocą tym, którzy byli niejako wyrzuceni poza nawias życia społecznego. Przez swoje czyny miłosierdzia wobec ludzi opuszczonych i wzgardzonych dawał niezwykłe świadectwo Ewangelii. Najwcześniej odczytał je Kraków, a potem cały kraj i emigracja. Zbierano fundusze na budowę na Madagaskarze szpitala pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej, który istnieje do dziś. Jednym z promotorów tej pomocy był św. Brat Albert.
    Dobroczynna działalność błogosławionego Jana Beyzyma była wpisana w jego podstawową misję: niesienie Ewangelii tym, którzy jej nie znają. Oto największy dar: dar miłosierdzia – prowadzić ludzi do Chrystusa, pozwolić im poznać i zakosztować Jego miłości. Proszę was zatem, módlcie się, aby w Kościele w Polsce rodziły się coraz liczniejsze powołania misyjne. W duchu miłosierdzia nieustannie wspierajcie misjonarzy pomocą i modlitwą.

    Polubienie

  23. Szafirek pisze:

    CUD PULSUJĄCEGO SŁOŃCA NA RÓŻAŃCU DO GRANIC (1:09) ~ Ks. Piotr Natanek – Na szlaku Babiej Góry 07.10.2017

    Polubienie

  24. Gosia 3 pisze:

    Mariuszku! bądż łaskawy i uwolnij mój link także pod NP. Niech blog się rozwija i niesie nadzieję do narodu polskiego.

    Polubienie

  25. Millka pisze:

    Dzisiaj jest 13-go października 2017r – czyli setna rocznica objawień w Fatimie. Chciałam przy tej okazji zwrócić uwagę na fakt, że Noe budował swoją arkę aż 100 lat i chyba był w wieku 600 lat (tak czytałam w przekazach mistyczki uznanej przez KK – nie piszę której, bo nie pamiętam). Przez cały czas budowania arki ludzkość była tak jak obecnie napominana przez Boga-Ojca. Nikt nie chciał wierzyć Noemu , że mówi w imieniu Boga prawdę. Uważano go za dziwaka , by nie powiedzieć wariata. Dopiero po 100 latach wszystko się wypełniło: Noe zakończył budowę arki i był potop. Sądzę , że dzisiaj stajemy przed analogicznymi wydarzeniami. Tym bardziej , że luteranie 30 października będą obchodzić 500-lecie reformacji. Franciszek ponoć jest zaproszony na te obchody. Jak wiemy Luter został ekskomunikowany przez papieża za głoszone herezje i za sprzeciw- wypowiedzenie posłuszeństwa władzy papieskiej. Z tego co mi utkwiło w pamięci , to Luter twierdził , że Pan Jezus by zostać Bogiem musiał się stać najpierw diabłem. Jak podają pisma nieoficjalne – bo prawda o jego faktycznej śmierci została skrzętnie ukryta – popełnił samobójstwo. Franciszek zamiast prosić o włączenie się do modlitw o nawrócenie wszystkich innowierców : w tym odłamów chrześcijańskich , żydów , islamistów – brata się z nimi poprzez zmiany rozmiękczając doktryny oparte na dekalogu oraz ewidentnie pracuje nad wprowadzeniem jednej światowej religii. Z tego co czytałam będzie aktualizacja biblii i liturgii Kościoła Katolickiego i to już niebawem.
    Moim zdaniem ,tak jak Bóg wyraził swoje zdanie – dwa pioruny uderzające w Bazylikę Św. Piotra po ogłoszeniu zrzeczenia się kierowania biskupstwem rzymskim przez Papież Benedykta XVI- będzie odzew ze strony Nieba na zmiany , których dokona Franciszek poprzez ostrzeżenie. Będzie ono miało charakter globalny z uwagi na to , że większość ludzi nie ma pojęcia o tym , że żyją w czasach ostatecznych i nie interesują się sprawami pozaziemskimi, a dekalog jest przestarzały i dobry dla dewotek,
    Dzisiaj wszyscy powinniśmy udać się do kościołów , by uczcić to wydarzenie.
    Z Panem Bogiem.

    Polubienie

  26. Gosia 3 pisze:

    Witam Cię Millko! bardzo ładnie nam to przedstawiłaś tylko mnie się wydaje że 100 lat w naszym przypadku to jest niemożliwe. Franciszek wg mnie jest ostatnim papieżem i z chwilą końca jego pontyfikatu Kościół będzie już doszczętnie zniszczony jednak wiadomo że żadne siły go nie przemogą i Reszta Kościoła zostanie. Dlatego pewien czas się skończy i tak mi się wydaje że to jest niemożliwe abyśmy jak Noe czekali tak długo. Po Ostrzeżeniu wszystko będzie odnowione i znajdziemy się w innej rzeczywistości a niektórzy nawet w Niebie jako pochwyceni.
    Ja to tak postrzegam ale może Ty masz rację a nie ja.
    Pozdrawiam. Z Panem Bogiem i z Maryją.

    Polubienie

    • Marcin pisze:

      Szczęść Boże,

      Ja myślę że Millka chciała zwrócić uwagę że dzisiaj jest setna rocznica ostatniego objawienia Matki Bożej w Fatimie, kiedy dokładnie 100 lat temu miał tam miejsce Cud Słońca. Może poprzez to Millka chciała podkreślić analogiczność wydarzeń że od 13.10.1917 do dzisiaj dnia mija równe sto lat, podobnie kiedy Noe od momentu kiedy zaczął budować arkę do momentu zakończenia jej budowy, kiedy od razu potem na skutek nieprzerwanych opadów deszczu nastąpił potop, minęło również 100 lat. Może z dniem dzisiejszym kończy się pewien etap w historii świata…

      Polubienie

    • Millka pisze:

      Może się nieprecyzyjnie wyraziłam : 100 lat dzisiaj mija od objawień fatimskich , a potop nastąpił po 100 latach odkąd Noe rozpoczął budowę arki. Przez cale 100 lat za Noego , a także przez 100 lat od objawień w Fatimie ludzie byli przynaglani do nawrócenia. Noe budując arkę wykonywał polecenia , które otrzymywał od Boga i napominał ludzi. My też jesteśmy napominani przez różnych „przekaźników ” na całym świecie także przez 100 lat. Moim zdaniem czas dojrzał do wypełnienia się proroctw z Fatimy. Mówią one bowiem o karze dla ludzkości , w tym dla osób duchownych , za sprzeniewierzenie się Bogu . Kara nie będzie potopem wody, ale ognia z nieba i ogarnie cały świat. Znakami poprzedzającymi te wydarzenia będą : wielkie odstępstwo, upadek kościoła katolickiego , rozwój śmiercionośnych nauk – medycyna:, klonacja , aborcja, eutanazja, doświadczenia nad bakteriami, wirusami – wszystko po to by podporządkować sobie ludzi. Uczeni będą wykorzystywać swoją wiedzę do budowy broni masowej zagłady.
      Podsumowując jesteśmy na etapie wykonania kary-„potopu” jak za czasów Noego . Czas obecny i świat jaki znamy wypełnił się i wydarzenia z apokalipsy Św. Jana są tuż, tuż. Nowa, odnowiona ziemia i powrót Pana Jezusa to nagroda dla 12 tu pokoleń , które wejdą w nową erę miłosci.

      Polubienie

      • Gosia 3 pisze:

        Millko!
        teraz Cię zrozumiałam to faktycznie bardzo dobre porównanie do tej sytuacji z Noe. Dzisiaj 100 lat równo mija od ostatniego objawienia w Fatimie. Przez te 100 lat Matka Boża objawiała się we wszystkich zakątkach świata i prosiła nawracajcie się, pokutujcie, przygotujcie się i poście i kto tak do końca z nas posłuchał. Ja sama tak do końca nie usłuchałam. Ale Bóg mówi do takich grzeszników jak ja i Ty i daje tak wiele znaków i mówi nam : „ja już za chwilę przyjdę sądzić żywych i umarłych a czy Wy jesteście naprawdę dobrze przygotowani.?”
        Ja jeszcze widzę się nie tak jakbym chciała wciąż błagam Boga by dał mi łaskę do tej doskonałości.

        Polubienie

  27. Gosia 3 pisze:

    Jeszcze miałam dodać, że od Ostrzeżenia do Powtórnego Przyjścia Pana Jezusa czas będzie bardzo krótki.

    Polubienie

  28. Marcin pisze:

    „Przy stole – cierpliwego czekania nastał koniec”

    Stół,
    A wkoło krzeseł kilka;
    Nikt nie zasiadł,
    Nikt nie przystał.
    Siedzę sam –
    Czekam i czekam
    Na prawdę i słowo,
    Rozmowę z daleka.

    Nadchodzi wieczór
    I gwiazdy błyszczą,
    Czekam nie wiedząc,
    Że nikt nie przyjdzie.
    Tak ciemną noc
    Przy stole sam,
    Aż słońce wzejdzie,
    Aż dzień nadejdzie.

    Tylko ciszą się napajam,
    Taka głośna krzyczy do mnie.
    Powie prawdę, słowo powie,
    Przyjmie to, co serce pragnie,
    I pytania życia moje.

    A ja idę stąd,
    A ja idę sobie;
    Nikt nie zechciał przyjść.
    Czekam wciąż z nadzieją,
    Lecz już nie przy stole.

    Polubienie

  29. Millka pisze:

    Ślicznie Marcinku, Ślicznie !

    Polubienie

  30. Mateusz pisze:

    Niepokojąca wzmianka o Benedykcie XVI
    „Benedykt XVI potrzebuje naszej modlitwy” – taki komunikat pojawił się na Twitterze księdza Piotra Studnickiego.
    Informacja pojawiła się wieczorem. Nie wiadomo jednak, co ksiądz dokładnie miał na myśli pisząc na swoim Twitterze, że emerytowany papież Benedykt XVI „potrzebuje naszej modlitwy”.

    Polubienie

  31. Gosia 3 pisze:

    Módlmy się więc gorąco za Benedykta XVI. Ja modlę się za niego codziennie przy Koronce.

    Któryś za nas cierpiał rany Jezu Chryste zmiłuj się za Benedyktem XVI. I Tyś która współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za Benedyktem XVI. Amen.

    Polubienie

  32. Szafirek pisze:

    14 października

    Święta Małgorzata Maria Alacoque, dziewica

    Małgorzata urodziła się 22 lipca 1647 r. w Burgundii (Francja). Kiedy Małgorzata miała zaledwie 4 lata, złożyła ślub dozgonnej czystości. Jej ojciec był notariuszem i sędzią. Zmarł, gdy Małgorzata miała 8 lat. Oddano ją wtedy do kolegium klarysek w Charolles. Ciężka choroba zmusiła ją jednak do powrotu do domu. Oddana z kolei na wychowanie do apodyktycznego wuja i gderliwych ciotek, wiele od nich wycierpiała. Choroba trwała cztery długie lata. Dziecko dojrzało w niej duchowo. Nie pociągał jej świat, czuła za to wielki głód Boga. Pragnęła też gorąco poświęcić się służbie Bożej. Musiała jednak pomagać w domu swoich opiekunów. Marzenie jej spełniło się dopiero kiedy miała 24 lata. Wstąpiła wtedy do Sióstr Nawiedzenia (wizytek) w Paray-le-Monial. Zakon ten założyli św. Franciszek Salezy (+ 1622) i św. Joanna Chantal (+ 1641), a przez 40 lat kierownictwo duchowe nad nim miał św. Wincenty a Paulo (+ 1660). Małgorzata otrzymała habit zakonny 25 sierpnia 1671 r. Musiała wyróżniać się wśród sióstr, skoro dwa razy piastowała urząd asystentki przełożonej, a w latach 1685-1687 była mistrzynią nowicjuszek.
    Małgorzata była mistyczką – od 21 grudnia 1674 r. przez ponad półtora roku Pan Jezus w wielu objawieniach przedstawiał jej swe Serce, kochające ludzi i spragnione ich miłości. Chrystus żądał od Małgorzaty, by często przystępowała do Komunii świętej, jak tylko pozwoli jej na to posłuszeństwo, a przede wszystkim tego, by przyjmowała Go w Komunii świętej w pierwsze piątki miesiąca. Polecał także, aby w każdą noc z czwartku na pierwszy piątek uczestniczyła w Jego śmiertelnym konaniu w Ogrójcu między godziną 23 a 24: „Upadniesz na twarz i spędzisz ze Mną jedną godzinę. Będziesz wzywała miłosierdzia Bożego dla uproszenia przebaczenia grzesznikom i będziesz się starała osłodzić mi choć trochę gorycz, jakiej doznałem”.
    W związku z otrzymanym orędziem i poleceniem, aby ustanowiono święto czczące Jego Najświętsze Serce oraz przystępowano przez 9 miesięcy do pierwszopiątkowej Komunii św. wynagradzającej, Małgorzata doznała wielu przykrości i sprzeciwów. Nawet jej przełożona nie wierzyła w prawdziwość objawień. Dopiero w 1683 r., gdy wybrano nową przełożoną, Małgorzata mogła rozpocząć rozpowszechnianie Bożego przesłania. Od 1686 r. obchodziła święto Najświętszego Serca Jezusa i rozszerzyła je na inne klasztory sióstr wizytek. Z jej inicjatywy wybudowano w Paray-le-Monial kaplicę poświęconą Sercu Jezusa.
    Małgorzata zmarła 17 października 1690 r. po 43 latach życia, w tym 18 latach profesji. Beatyfikował ją Pius IX (1864), kanonizował Benedykt XV (1920). Wraz ze św. Janem Eudesem jest nazywana „świętą od Serca Jezusowego”. Kult Najświętszego Serca Pana Jezusa został uznany oficjalnie w 1765 r. przez Klemensa XIII.

    W ikonografii św. Małgorzata Maria przedstawiana jest w czarnym habicie wizytek, w rękach trzyma przebite serce.

    Polubienie

  33. Mateusz pisze:

    Dz.268
    11.X.1933 r. — czwartek. Starałam się odprawić godzinę świętą, ale zaczęłam ją z wielkim trudem. Jakaś tęsknota zaczęła szarpać moim sercem. Umysł mój został przyćmiony tak, że nie mogłam pojąć prostych form modlitwy. I tak przeszła mi jedna godzina modlitwy, a raczej walki. Postanowiłam drugą godzinę się modlić, ale cierpienia wewnętrzne się zwiększyły. — Wielka (120) oschłość i zniechęcenie. Postanowiłam trzecią godzinę się modlić. W tej trzeciej godzinie modlitwy, którą postanowiłam odprawić klęcząc bez żadnego oparcia, ciało moje zaczęło się dopominać wytchnienia. Jednak w niczym nie sfolgowałam. Rozkrzyżowałam ręce i chociaż słów nie mówiłam, jednak aktem woli trwałam. Po chwili zdjęłam pierścionek z palca i prosiłam, ażeby Jezus spojrzał na ten pierścionek, który jest znakiem naszego wiecznego złączenia, i ofiarowałam Panu Jezusowi te uczucia, jakie miałam w dzień ślubów wieczystych. Po chwili czuję, że serce moje zaczyna ogarniać fala miłości. Nagłe skupienie ducha, zmysły cichną, obecność Boża przenika duszę. Wiem tylko to, że jest Jezus i ja. Ujrzałam Go w takiej postaci, jakiego widziałam w pierwszej chwili po ślubach wieczystych, kiedy odprawiałam także godzinę świętą. Stanął nagle Jezus przede mną, obnażony z szat, okryty ranami na całym ciele, oczy tonęły we krwi i łzach, twarz cała zeszpecona, pokryta plwocinami. Wtem mi powiedział Pan: Oblubienica musi być podobna do Oblubieńca swego. Zrozumiałam te słowa do głębi. Tu nie ma miejsca na jakieś wątpliwości. Podobieństwo moje do Jezusa ma być przez cierpienie i pokorę. Patrz, co zrobiła ze mną miłość dusz ludzkich, córko moja; w twoim sercu znajduję wszystko, czego mi odmawia tak wielka liczba dusz. Serce twoje jest mi odpocznieniem, często zachowuję wielkie łaski pod koniec modlitwy.

    Polubienie

  34. Gosia 3 pisze:

    Witam Was Kochani!
    Poznajmy do końca tajemnicę z La Salette , bowiem nic co zakryte nie będzie w czasach ostatecznym nie poznane . Obietnica zapowiedziana w Orędziach MBM się wypełnia a może niektórzy z Was znali ją całą już wcześniej.
    :
    02.06.2012, 11:00 – Maryja Panna: Ujawniłam te zbrodnie małym dzieciom Melanii i Maksyminowi w La Salette
    http://paruzja.info/2012.06.02_11-00.php
    13.08.2014, 14:39 – Matka Zbawienia: Czas spełnienia proroctw z La Salette i Fatimy jest bardzo bliski
    http://paruzja.info/2014.08.13_14-39.php

    Oto pełne orędzie z La Salette. Warto aby ludzie znali całość.

    Przewodniki omawiają krótko wydarzenia, jakie miały miejsce w La Salette. Znajduje się w nich najczęściej kilka słów na temat wydarzeń oraz dzieci – Melanii i Maksymina – które doświadczyły łaski oglądania płaczącej nad ludzkością Matki Bożej. Orędzie zaś sprowadza się zwykle do smutku Maryi z powodu tego, iż ludzie przeklinają używając Imienia Syna Bożego i pracują w niedziele, za co mieli być ukarani nieurodzajem. Wielu na wspomnienie La Salette mówi tylko: «Podobno dzieci zeszły na bardzo złą drogę…» – i to im wystarczy, by więcej nie zajmować się tą sprawą. Jak było naprawdę? Czy orędzie z La Salette jest nadal aktualne?

    Melania i Maksymin

    Melania Calvat – Ofiara Jezusa – jak sama mówiła o sobie – przyjęła w zakonie Sióstr Opatrzności Bożej imię Siostry Marii od Krzyża. Często przymuszano ją do mieszkania w jakimś miejscu lub klasztorze, kiedy indziej uciekała po prostu przed ludzką nieżyczliwością i ciekawością lub grożącym jej prześladowaniem ze strony biskupa. Prowadziła życie tułacze. Wywieziona do Anglii została przymuszona w 1856 r. do złożenia ślubów w Karmelu w Darlington. Jednak Papież Pius IX zwolnił ją z nich tłumacząc oponentom, że Melania Calvat nie może dobrze wypełniać powierzonej jej przez Matkę Bożą misji w klasztorze klauzurowym.

    Autobiografia – napisana na żądanie księdza kanonika Annibale di Francia, z którym współpracowała jako mistrzyni nowicjatu Sióstr Antonianek – ukazuje, iż już w dzieciństwie wzniosła się na szczyty kontemplacji, żyjąc w zażyłości z Bogiem. To właśnie jej Płacząca Matka Boża powierzyła główne orędzie. Konsekwentne przekazywanie go aż do śmierci stało się jej największym krzyżem.

    Maksymin, z którym dzięki Bożej Opatrzności się zetknęła, młodszy i bardziej uczuciowy od Melanii, został poddany, po objawieniu, różnym środkom nacisku ze strony wrogów: pochlebstwa, kuszenie blaskiem złota, usiłowanie doprowadzenia go do zdrady sekretu. Wbrew zakazom biskupa Grenoble de Bruillarda w roku 1850 wywieziono go nawet do Ars w nadziei, że święty proboszcz odkryje przekazaną pastuszkowi tajemnicę. Wyjawił ją dopiero w rok później jedynie samemu Papieżowi. Mimo to od czasu podróży do Ars zaczęto rozpowszechniać oszczerstwa, że Maksymin wszystko odwołał.

    Dzieciństwo Melanii

    Melania Calvat urodziła się w biednej rodzinie 7 listopada 1831 w Corps (diecezja Grenoble). Miała 7 rodzeństwa. Ojciec – Piotr Calvat szukał pracy w różnych miejscach. W domu przebywał w soboty i niedziele. Czasem wyjeżdżał na wiele tygodni. Kochał dzieci i pragnął, by były dobrymi chrześcijanami. Jego żona była beztroska i wesoła. Lubiła bale, pokazy jarmarczne. Ogarnęła ją szybko niechęć do małej Melanii przeszkadzającej w prowadzeniu życia towarzyskiego. Kiedy dziewczynka miała 6 miesięcy, matka brała ją na widowiska. Dziecko przerażone wielką liczbą ludzi tak krzyczało, że trzeba było z nią wychodzić. Z upływem czasu lęk przed ludźmi nie mijał. Melania była cicha i milcząca.

    Ojciec odmawiał z dziećmi pacierz. Mając Melanię na kolanach, uczył je robić znak krzyża świętego. Wkładał w jej ręce krucyfiks i wyjaśniał, jak Pan Jezus cierpiał i że umarł, by otworzyć bramy raju.

    “To mi się bardzo podobało – pisze Melania w autobiografii. Kochałam tego Jezusa, mówiłam do Niego, ale On mi nic nie odpowiadał, myślałam naiwnie, że powinnam naśladować Jego milczenie”. Była więc małomówna, stroniła od ludzi.

    Gdy znajdowała się w domu sama i przychodził jakiś ubogi, bez zastanowienia dawała mu wszystko, cokolwiek miała pod ręką. Matka narzekała i wyrzucała jej, że lepiej by było, gdyby umarła. Melania z całego serca przyznawała jej słuszność i pragnęła umrzeć, by położyć kres udręce, którą zadawała matce.

    Wreszcie matka postanowiła nie zwracać się do niej imieniem Melania, lecz Mutta Gaura, co znaczyło “Niema Dzikuska”. Zakazała jej braciom nazywać ją siostrą, a jej zabroniła mówić do siebie: mamo. Trzyletnia Melania przestała należeć do rodziny i – w przekonaniu matki – mogła żyć jedynie z dzikimi zwierzętami w lesie. Nie mogąc patrzeć, jak siedzi samotnie w kącie, mówiła: «Idź precz: niech cię moje oczy nie widzą!». Dziewczynka udawała się w stronę lasu. Nie mając dość siły, by do niego dojść, padała w pobliżu domu. Wtedy – jak wyznaje we wspomnieniach – zjawiał się przy niej śliczny chłopczyk i podawał jej rękę, by ją podnieść. Znała go od dawna i widywała go niemal codziennie… Chłopczyk jednak milczał.

    Spotkanie w lesie

    Pewnego wieczoru, wypędzona z domu, Melania skierowała się w stronę lasu. Smutna, że rodzina się jej wyrzekła, zaczęła myśleć o Jezusie “swego ojca”, o tym Chrystusie z zamkniętymi oczyma. “Tak sobie myślałam – wyznaje – Odkupiciel nie spojrzał na mnie, nie zna mnie, jakże tedy może wiedzieć, że jestem sama? Nigdy do mnie nie przemówił, a przecież umarł za mnie – wszak ma zamknięte oczy; dlatego i ja chcę Go kochać, chcę umrzeć dla Niego, oddaję Mu się cała i na zawsze… Chcę modlić się, ale nie głośno, jak mnie uczył ojciec; wszak Chrystus ma usta zamknięte, więc i ja będę się modlić z zamkniętymi ustami”. Modli się: Jezu, kocham Cię jak przyjaciela, kocham Cię, jak ojca dobrego dobrocią samą, chcę Ci służyć jak Ojcu potężnemu a czułemu. Twoim tronem jest krzyż, ja także chcę krzyża”. Miała na myśli jedynie krzyż drewniany.

    Usiadła na ściętym pniu drzewa i zaczęła płakać. Przypomniała sobie rodziców, potem pomyślała o krucyfiksie: “Chrystus nie płacze i nic nie mówi, bo ma oczy i usta zamknięte, chcę Go naśladować; więc już nie będę płakała”. Zamknęła oczy i zmęczona zasnęła ze smutku.

    Umiłowany Brat

    Tej nocy miała sen: odpowiedź na modlitwę, dowód przyjęcia jej pragnienia. Śniło się jej, że – znużona fizycznie, przygnębiona duchowo – szukała miejsca spoczynku. Daremnie. Wreszcie spostrzegła wielkie drzewo, które ścięto, bo grube korzenie, skrzyżowane jedne nad drugimi, uniemożliwiały jego wykopanie. Drzewo wydawało się martwe, lecz z jego pnia wyrastał zielony pęd. Siedząc na starym pniu, oparta plecami o nowe drzewo, zasnęła ze znużenia i smutku. Wtedy usłyszała wołanie: “Siostro… moja droga siostro… Jestem twoim bratem… Zbliż się do mnie…”.

    Wstaje i widzi pięknego, znajomego chłopczyka, który tym razem mówi. Cierpienia ustąpiły, serce rozpaliło się miłością, a w jej duszę wlało się jasne i głębokie poznanie Odwiecznej Mądrości i Dobroci. Zrozumiała – jak sama później napisała – że prawdziwa wiedza polega na poznaniu Stwórcy i umiłowaniu krzyża; że Boga należy kochać miłością czystą, nie za Jego dary, a nawet nie za szczęście niebios, którym Jego miłosierdzie obdarza tych, co Go naśladują, ale dla Niego samego.

    Miała też silne poczucie własnej małości: im bardziej się umniejszała; tym bardziej rosła w niej miłość do Odkupiciela; im bardziej czuła się mała, tym więcej otrzymywała światła, ciepła, pociechy.

    Czując, że jest bezsilna, by odpowiedzieć na tyle łask światła, jakimi ją tak hojnie obsypał jej ukochany Brat, Melania zapragnęła cierpieć. “Gdy w głębi duszy żywo się odczuwa tę obecność Boga… cierpienie staje się prawdziwą koniecznością, głodem, potrzebą dowiedzenia Ukochanemu, że się Go kocha” – wyznaje.

    Brat bierze ją za rękę i mówi: “Dokąd chcesz pójść?” “Na Kalwarię!” “Dobrze – mówi Brat – ale uważaj, żebyś mnie nie opuściła, bo upadniesz.”

    Las znika, a oni znajdują się u podnóża wysokiej góry. Zaczyna się heroiczna wspinaczka. Droga prosta, w którą trzeba się zapuścić, by na pewno dojść do szczytu, zawalona jest cierniem i głazami, a im wyżej wznoszą się wędrowcy, tym większe stają się głazy, tym grubsze ciernie i tym częściej tkwią w nich krzyże; z nieba również spadają krzyże, duże i małe. Mała Melania pada i woła pomocy. Jej Brat natychmiast powraca do niej i mówi: “Jeszcze nie doszliśmy do celu. Jeśli chcesz, możesz zawrócić, będziesz mniej cierpieć”. “Nie, chcę iść dalej… Pójdę za Tobą i tam, gdzie Ty postawisz swoją stopę, ja postawię swoją” “Moja droga siostro, domyśliłaś się sekretu” – odrzekł chłopczyk i podał jej swą delikatną a mocną dłoń.

    Zapadł zmrok. Dziewczynka nie czuła dłoni, która ją pociągała i podtrzymywała. Jej trwoga i cierpienie było tak wielkie, że nie czuła już nawet kamieni, cierni i krzyży. Niepokój przewyższył wszystko. Małej Melanii pociechę przynosiło jedynie cierpienie, które odczuwała jako zasłużone.

    W tym symbolicznym śnie widziała, jak inną, szerszą i łatwiejszą drogą przechodzą ludzie tłumnie, śmiejąc się i bawiąc. Widząc ją utrudzoną, szydzili z niej, obrzucali obelgami, nazywali głupią, szaloną, fałszywą dewotką, obłudnicą. Jedni szli pieszo, inni jechali powozami. Wkrótce wszyscy zapadli się w rodzaj studni, z której wydobywały się płomienie i dym. Przerażona Melania upadła na kolana, ofiarowując Zbawicielowi gotowość cierpienia przez całe życie dla wynagrodzenia zniewag wyrządzonych majestatowi Boga.

    Po tym akcie miłości znowu odczuła mocną dłoń swego Brata. Radość jej była wielka. On był przy niej, nie porzucił jej. Wtedy obudziła się w lesie, w miejscu, w którym zasnęła. Wyszła z lasu. W domu ojciec niepokoił się już jej długą nieobecnością.

    Łaska cierpienia

    Od dnia kiedy ukazujący się jej chłopczyk odezwał się do niej po raz pierwszy ogarniała ją i prowadziła rzeka światła przenikliwego i stałego. Piękny chłopczyk, który nazwał się jej Bratem, a do niej mówił: “siostro mego serca”, zaczął ją pouczać. Cokolwiek wiedziała o Bogu, dowiedziała się od niego, długo bowiem nie uczęszczała na lekcje religii. Nie zdając sobie sprawy z tego, że objawia się jej Syn Boży w dziecięcej postaci, z wielką radością opowiadała mu o swoim umiłowanym Jezusie. Brat pewnego razu zapytał:

    – Jakiej łaski pragnie to nędzne stworzenie?

    – Jeśli to jest zgodne z wolą Wieczystego Światła – odrzekła Melania – chciałabym służyć Jego chwale na drodze ukrzyżowania.

    Brat owiał jej wargi swym tchnieniem, położył ręce na jej głowie, swą prawą dłoń na jej prawej dłoni i swą lewą dłoń na jej lewej, dotknął jej stóp i serca… Melania napisała:

    «Tego już nie mogę wyrazić. O, prawdziwe upojenie bolesne, miłosne – być umarłą i żyć jednocześnie! O Jezu, spraw, aby wszyscy ludzie znali Cię i kochali, a ja abym kochała Cię, Ogniu, tak jak Ty kochasz; gdy to nastąpi, będę zadowolona.»

    Odtąd odczuwała bóle w częściach ciała, na których Jezus wycisnął stygmaty swej męki. Czasem, zwłaszcza w piątki w okresie Wielkiego Postu, rany otwierały się i krwawiły. Rany, odsłaniając jej stan mistyczny, uniemożliwiały pozostawanie w ukryciu, poprosiła więc, by ból trwał nadal, lecz by znikły zewnętrzne znaki. Wstawiennictwo Maryi wyjednało jej tę łaskę. Jednak tajemnicze rany otwierały się, gdy przebywała w samotności.

    19 września 1846

    Odrzucona przez matkę została oddana na służbę – wcześniej niż inne dzieci – kiedy tylko nadarzyła się sprzyjająca okazja: pasie krowy na górskich zboczach, do rodziny wraca jedynie w zimie. Trwa to kilka lat.

    Alpejskie pustkowia, sprzyjające skupieniu, podobają się małomównej i stroniącej od ludzi Melanii. Uczy się podziwiać przyrodę, poznawać zwierzęta i rośliny, które wiosną i latem swym różnobarwnym kwieciem świadczą o wspaniałości dzieł Bożych. Bawi się budując “raj” – domek z górskich kamieni i kwiatów. Tak nadchodzi wrzesień 1846 roku.

    18 września 1846 dotąd zawsze samotna Melania pasła krowy wspólnie z Maksyminem, który – pomimo jej gwałtownych protestów i niechęci – pragnął przebywać w jej towarzystwie. 19 września 1846 roku znowu spotkali się i razem weszli na górę. Maksymin prosił, by Melania nauczyła go jakiejś zabawy. Kazała mu więc zbierać kwiaty na budowę “raju”. Zabrali się do dzieła, a następnie zaprowadzili bydło na pastwiska nad wąwozem, gdzie było dużo kamieni do planowanej budowy. Zjedli skromny posiłek i zabrali się do znoszenia kamieni na budowę domku. Składał się on z parteru, który miał być ich mieszkaniem, oraz z piętra, które miało być “rajem”.

    Całe piętro było przybrane różnobarwnymi kwiatami ułożonymi tak, że korony zwisały w dół. “Raj” przykryli płaskim głazem, na którym rozłożyli kwiaty. Wkrótce zasnęli. Po przebudzeniu, nie widząc krów Melania wbiegła na mały pagórek. Zauważywszy, że krowy leżą spokojnie, zaczęła schodzić, zaś Maksymin wchodził akurat na pagórek.

    «Nagle – pisze Melania – ujrzałam piękne światło, jaśniejsze aniżeli słońce, i ledwie wypowiedziałam słowa: “Maksyminie, widzisz tam? Ach, mój Boże!”, upuściłam kij, który miałam w ręce. W tej chwili działo się we mnie coś cudownego – nie umiem tego określić, ale czułam, że to światło mnie przyciąga do siebie, czułam wielką i miłością przepełnioną bojaźń, serce chciało biec szybciej niż ja.»

    Tajemnica saletyńska

    «Patrzyłam z uwagą na to światło – pisze dalej Melania. Początkowo było nieruchome, wkrótce jednak jakby się rozwarło i wtedy ujrzałam inne światło, o wiele jaśniejsze i ruchome, a w tym świetle przepiękną Panią siedzącą na naszym raju z twarzą ukrytą w dłoniach. Piękna Pani wstała, lekko skrzyżowała ramiona i patrząc na nas rzekła: «Zbliżcie się, moje dzieci, nie bójcie się, jestem tu, aby zapowiedzieć wam wielką nowinę.» Te słodkie i łagodne słowa porwały mnie ku Niej. Serce moje chciało przywrzeć do Niej na zawsze.

    Gdy stanęłam obok Niej, po Jej prawej stronie, Piękna Pani rozpoczęła mowę, ale też łzy zaczęły płynąć z Jej pięknych oczu: ‘Skoro mój lud nie chce okazać uległości, jestem zmuszona puścić rękę swego Syna. Ona jest tak ciężka, że już nie mogę jej utrzymać.

    Od jak dawna już cierpię za was! Jeśli chcę, żeby mój Syn was nie opuścił, muszę Go nieustannie prosić. Wy zaś nic sobie z tego nie robicie. Zresztą daremnie byście się modlili, daremnie wysilali, nigdy nie moglibyście wynagrodzić trudu, jaki dla was podejmowałam.

    Dałam wam sześć dni do pracy, a siódmy zarezerwowałam dla siebie, a ludzie nie chcą mi go dać. Z tej właśnie przyczyny ramię mego Syna staje się tak ciężkie.

    Woźnice nie umieją mówić bez używania imienia mego Syna. Te dwie rzeczy najbardziej wpływają na to, że ramię mego Syna jest tak ciężkie. Gdy płody ziemi niszczeją, to tylko z waszej winy. Udowodniłam wam to zeszłego roku, jeśli chodzi o ziemniaki, wyście jednak to zlekceważyli, więcej jeszcze, gdyście znajdowali ziemniaki zepsute, przeklinaliście, szargając imię mego Syna. W dalszym ciągu będą wam się psuły, na Boże Narodzenie już nic z nich nie pozostanie”.

    Zastanawiałam się, co może znaczyć wyrażenie pommes de terre, myślałam, że ono znaczy jabłka. (w języku franc.: pommes de terre oznacza ziemniakl, a pommes – jabłka) Odgadując moją myśl, Dobra Pani tak mówiła dalej:

    Nie rozumiecie, moje dzieci, będę więc mówiła do was inaczej (gwarą). Jeśli macie zboże, nie trzeba go siać. Wszystko co zasiejecie, zwierzęta zjedzą, a to co wyrośnie, w pył się zamieni podczas młócenia. Przyjdzie wielki głód. Przed nadejściem głodu małe dzieci poniżej lat siedmiu zapadać będą na konwulsje i umierać w rękach osób, które będą je trzymały. Inni pokutować będą głodem. Orzechy staną się niedobre, winogrona będą się psuły.»

    Teraz przez chwilę nie słyszałam tej Pięknej Pani, która mnie zachwycała, widziałam jednak, że poruszała wdzięcznie swymi kształtnymi wargami i z tego wnioskowałam, że coś mówi: Maksyminowi powierzała jego sekret. Potem zwracając się do mnie, Najświętsza Maryja Panna wypowiedziała mi mój sekret po francusku. Oto pełna i dokładna jego treść:

    «Melanio, to co ci teraz powiem, nie będzie zawsze tajemnicą, w roku 1858 możesz to opublikować.

    Kapłani słudzy mego Syna, przez całe swe złe życie, przez nieuszanowanie i lekceważenie, z jakim sprawują święte tajemnice, przez miłość pieniędzy, zaszczytów, przyjemności, stali się stekiem nieczystości.

    Tak, kapłani wymagają pomsty, a pomsta wisi nad ich głowami. Biada kapłanom i osobom poświęconym Bogu, którzy swą niewiernością i złym życiem na nowo krzyżują mego Syna. Grzechy poświęconych Bogu wołają o pomstę do nieba, a oto pomsta jest u ich drzwi, bo już nie ma nikogo, kto by błagał o miłosierdzie i przebaczenie dla ludu, nie ma już dusz wspaniałomyślnych, nie ma już osoby, która byłaby godna ofiarować Przedwiecznemu za świat Żertwę bez skazy.

    Za niedługo Bóg uderzy w sposób bezprzykładny. Biada mieszkańcom ziemi! Cierpliwość Boża wkrótce się wyczerpie, a wtedy nikt nie zdoła się schronić od tylu klęsk nagromadzonych.

    Szefowie i przywódcy ludu Bożego zaniedbali modlitwę i pokutę, a demon zaciemnił ich rozum, stali się tymi błędnymi gwiazdami, które stary diabeł pociągnie swym ogonem, by je zgubić. Bóg pozwoli staremu wężowi siać niezgodę między panującymi we wszystkich społeczeństwach i we wszystkich rodzinach. Ludzie znosić będą cierpienia fizyczne i moralne; Bóg zostawi ludzi ich własnemu losowi i ześle kary, które następować będą jedne po drugich, przez lat więcej niż 35.

    Niech namiestnik mego Syna, Najwyższy Kapłan Pius IX, nie wychodzi z Rzymu po roku 1859, ale niech będzie nieugięty i wspaniałomyślny, niech walczy bronią wiary i miłości: ja będę z nim. Niech nie ufa Napoleonowi, jego serce jest dwoiste; zechce jednocześnie być papieżem i cesarzem, wkrótce Bóg odwróci się od niego. Jest on tym orłem, który chcąc zawsze się wznosić, spadnie na miecz, którym chciał zmusić narody do wywyższenia siebie samego.

    Włochy będą ukarane za ambicję, za chęć zrzucenia jarzma Pana panów, cały kraj zostanie uwikłany w wojnę, krew będzie się lała wszędzie, kościoły zostaną zamknięte lub sprofanowane, kapłani, zakonnicy będą wypędzeni, niektórzy zginą, a zginą śmiercią okrutną. Niejeden porzuci wiarę, a liczba kapłanów i zakonników, którzy oderwą się od prawdziwej religii, będzie wielka, wśród tych osób znajdą się nawet biskupi.

    Niech Papież ma się na baczności przed fałszywymi cudotwórcami, nadszedł bowiem czas, kiedy najbardziej zdumiewające dziwy dziać się będą na ziemi i w przestworzach.

    W roku 1864 Lucyfer z wielką liczbą demonów zostanie wypuszczony z piekła. Stopniowo wyrugują oni wiarę. Wygaszą ją nawet w osobach poświęconych Bogu, oślepią ich do tego stopnia, że jeśli nie będzie ich wspierać łaska nadzwyczajna, przejmą się duchem tych złych aniołów, niejeden dom zakonny utraci wiarę i doprowadzi do zguby wiele dusz.

    Wielkie mnóstwo złych książek będzie na całej ziemi, a duchy ciemności doprowadzą do powszechnego rozluźnienia w tym, co dotyczy służby Bożej. Będą one miały wielki wpływ na przyrodę, powstaną kościoły, w których służyć się im będzie. Będą one przenosić z miejsca na miejsce różnych ludzi, a nawet kapłanów, ponieważ nie kierowali się dobrym duchem, duchem Ewangelii, który wymaga pokory, czystości i troski o chwałę Bożą. Będzie się wskrzeszać umarłych (odrzuconych) i sprawiedliwych.

    (Wyjaśnienie Melanii: To znaczy, że ci umarli, aby lepiej zwodzić ludzi, przybierać sobie będą ciało ludzi sprawiedliwych, którzy żyli na ziemi. Ci rzekomi zmartwychwstali, którzy będą tylko demonami w ludzkiej postaci, głosić będą ewangelię inną aniżeli Ewangelia Jezusa Chrystusa i przeczyć istnieniu nieba; będą to również dusze potępionych. Wszystkie te dusze będą się pojawiać połączone z ciałami).

    We wszystkich miejscach dziać się będą nadzwyczajne dziwy ponieważ prawdziwa wiara wygasła, a fałszywe światło oświeca świat. Biada książętom Kościoła, którzy będą tylko gromadzić bogactwa na bogactwach, strzec swej władzy i troszczyć się o dumne panowanie!

    Namiestnik mojego Syna będzie musiał dużo cierpieć, gdyż przez pewien czas Kościół będzie znosił srogie prześladowania i przechodził głęboki kryzys, będzie to czas ciemności. Ponieważ święta wiara w Boga zostanie zapomniana, każdy osobnik będzie chciał kierować się swymi własnymi zasadami i być wyższym od bliźnich. Władze świeckie i kościelne zostaną zniesione, deptać się będzie wszelki porządek i wszelką sprawiedliwość, panoszyć się będzie tylko mężobójstwo, zazdrość, nienawiść, kłamstwo, niezgoda, brak miłości ojczyzny i rodziny.

    Ojciec święty dużo wycierpi, ale ja będę z Nim do końca, aby przyjąć jego ofiarę. Źli zasadzać się będą na jego życie wielokrotnie, nie mogąc jednak mu szkodzić. Ale ani on, ani jego następca nie ujrzy tryumfu Kościoła Bożego.

    Wszyscy władcy świeccy żywić będą ten sam zamiar, mianowicie wyrwać i wyrugować wszelki pierwiastek religijny, aby zrobić miejsce materializmowi, ateizmowi, spirytyzmowi i wszelkiego rodzaju błędom.

    W roku 1865 okropne rzeczy będą się działy w miejscach świętych, w klasztorach zgniją kwiaty Kościoła, a demon stanie się jakby królem serc. Niech przełożeni wspólnot zakonnych odnoszą się krytycznie do osób, które mają przyjąć, gdyż demon używać będzie całej swej przebiegłości, aby wprowadzić do zakonów osoby oddane grzechowi, a rozprzężenie i zamiłowanie do przyjemności zmysłowych rozpowszeschnione będą po całej ziemi.

    Francja, Włochy, Hiszpania i Anglia będą prowadziły wojnę; Francuz będzie się z bił z Francuzem, Włoch z Włochem, ulice spłyną krwią, potem nastąpi straszliwa wojna powszechna. Na pewien czas Bóg zapomni o Francji i o Włoszech, gdyż Ewangelia Jezusa Chrystusa jest już nieznana. Źli rozwijać będą całą swą przebiegłość, ludzie będą się wzajemnie mordować i masakrować nawet w domach.

    Za pierwszym uderzeniem piorunami rażącego miecza gniewu Bożego góry i cała natura drżeć będą z przerażenia, albowiem rozprzężenie i zbrodnie ludzkie przebijają sklepienia niebios. Paryż zostanie spalony, Marsylia się zapadnie; ziemia trzęsąc się zburzy i pochłonie niejedno wielkie miasto, zdawać się będzie, że wszystko stracone, widzieć się będzie tylko mężobójców a słyszeć tylko bluźnierstwa i szczęk broni.

    Sprawiedliwi dużo wycierpią, ich modlitwy, pokuty i łzy do nieba się wzniosą, a wszystek lud Boży prosić będzie przebaczenia i miłosierdzia i prosić będzie mej pomocy i wstawiennictwa. Wówczas Jezus Chrystus – aktem swej sprawiedliwości i wielkiego miłosierdzia dla sprawiedliwych – rozkaże swym aniołom, aby wszyscy Jego nieprzyjaciele zostali skazani na śmierć. Nagle prześladowcy Kościoła Jezusa Chrystusa i wszyscy ludzie oddani grzechowi zginą, a ziemia stanie się jakby pustynią. Wtedy nastąpi pokój i pojednanie Boga z ludźmi. Wtedy ludzie będą służyć Jezusowi Chrystusowi oraz wielbić Go i chwalić, a miłość wszędzie kwitnąć będzie. Nowi królowie będą prawą ręką Kościoła, który będzie mocny, pokorny, pobożny, ubogi, gorliwy i naśladujący cnoty Jezusa Chrystusa. Ewangelia wszędzie będzie głoszona, a ludzie czynić będą wielkie postępy w wierze, ponieważ jedność panować będzie wśród pracowników Jezusa Chrystusa, a ludzie żyć będą w bojaźni Bożej. Ten pokój między ludźmi nie będzie długotrwały. Wskutek 25 lat obfitych zbiorów rolnych ludzie zapomną, że ich grzechy są przyczyną wszystkich kar, które spotykają ziemię.

    Zwiastun Antychrysta, ze swymi międzynarodowymi wojskami, walczyć będzie przeciw prawdziwemu Chrystusowi, jedynemu Zbawcy świata, wyleje dużo krwi i będzie chciał wyrugować kult religijny, aby jego samego uważano za Boga.

    Oprócz dżumy i głodu, które będą powszechne, ziemię nękać będą wszelkiego rodzaju plagi, srożyć się będą wojny aż do ostatniej wojny prowadzonej przez dziesięciu królów Antychrysta, którzy będą mieli jeden cel i będą jedynymi władcami świata. Zanim to nastąpi, będzie pewien rodzaj fałszywego pokoju na świecie. Ludzie myśleć będą tylko o rozrywkach, źli oddawać się będą wszelkiego rodzaju grzechom, ale dzieci Kościoła świętego, dzieci wiary, prawdziwi naśladowcy, wrastać będą w miłości Bożej i w cnotach, które są mi najdroższe. Szczęśliwe dusze pokorne, prowadzone przez Ducha Świętego! Będę walczyła wraz z nimi, dopóki nie dojdą do pełni wieku.

    Nawet natura woła o pomstę do nieba i drży z przerażenia w oczekiwaniu tego, co ma przyjść na ziemię splamioną zbrodnią. Drżyj, ziemio i wy, których zawodem jest służyć Jezusowi Chrystusowi, a którzy wewnątrz adorujecie samych siebie, drżyjcie! Bóg wyda was swemu nieprzyjacielowi, ponieważ miejsca święte są w zgniliźnie, klasztory nie są domami Boga, lecz Asmodeusza i jego popleczników. W tym to czasie urodzi się Antychryst z zakonnicy hebrajskiej, fałszywej dziewicy, która będzie miała łączność ze starym wężem, mistrzem nieczystości; rodząc się, będzie on miotał przekleństwa, będzie miał zęby niby diabeł wcielony, będzie wydawał przerażające krzyki, czynił dziwy i żywił się nieczystościami. Jego ojcem będzie b….. Będzie miał braci, którzy, nie będąc wprawdzie demonami wcielonymi jak on, będą dziećmi zła. W 12 roku życia wyróżnią się oni walnymi zwycięstwami, wkrótce każdy z nich stanie na czele zastępów wspieranych przez legiony piekła.

    Zmienią się pory roku, ziemia wydawać będzie złe plony, zakłóceniu ulegnie regularny ruch gwiazd, księżyc odbijać będzie tylko słabe czerwonawe światło, woda i ogień wprawią kulę ziemską w konwulsyjne ruchy i straszliwe trzęsienia, które pochłoną góry, miasta itp.

    Rzym zatraci wiarę i zostanie stolicą Antychrysta. Demoni powietrzni wraz z Antychrystem czynić będą wielkie dziwy na ziemi i w przestworzach, a ludzie coraz przewrotniejsi stawać się będą. Wszakże Bóg troszczył się będzie o swe wierne sługi i o ludzi dobrej woli, Ewangelia będzie wszędzie głoszona, wszystkie narody i ludy znać będą prawdę.

    Zwracam się z naglącym apelem do ziemi, wzywam prawdziwych uczniów Boga żyjącego i królującego w niebie, wzywam prawdziwych naśladowców Chrystusa, który stał się człowiekiem, jedynego prawdziwego Zbawiciela ludzi, wzywam swe dzieci, ludzi prawdziwie mi oddanych, którzy mi się oddali, abym ich prowadziła do swego Boskiego Syna, których niejako noszę na swych rękach, którzy mym duchem żyli, wzywam wreszcie apostołów ostatnich czasów wiernych uczniów Jezusa Chrystusa, którzy żyli w pogardzie świata i siebie samych, w ubóstwie, cierpieniu i pokorze, wśród wzgardy i w milczeniu, w modlitwie i umartwieniu, w czystości i w zjednoczeniu z Bogiem, nieznani światu, czas, aby wyszli i oświecili ziemię. Idźcie i okażcie się jako me umiłowane dzieci, jestem z wami i w was, aby tylko wasza wiara była światłem, które was oświecać będzie w dniach nieszczęść. Niech wasz zapał uczyni was jakby spragnionymi chwały i czci Jezusa Chrystusa. Walczcie, dzieci światłości! Wy, nieliczni, którzy widzicie, bo oto czas czasów i koniec końców.

    Kościół zostanie zaciemniony, a świat będzie w przerażeniu. Ale Enoch i Eliasz, napełnieni Duchem Bożym, nauczać będą z mocą Bożą, a ludzie dobrej woli uwierzą w Boga i wiele dusz dozna pociechy, mocą Ducha Świętego robić będą wielkie postępy i potępią diabelskie błędy Antychrysta. Biada mieszkańcom ziemi! Będą bowiem krwawe wojny i głód, dżuma i inne zaraźliwe choroby, będzie padał przerażający grad zwierząt, grzmoty i pioruny wstrząsną miastami, a ziemia dygocąc pochłonie niektóre kraje; w przestworzach głosy słyszeć się dadzą, ludzie bić będą głową o ścianę, wzywając śmierci, a śmierć będzie ich kaźnią, krew płynąć będzie ze wszech stron. Któż zwyciężyć zdoła, jeśli Bóg nie skróci czasu próby? Ale krwią, łzami i modłami sprawiedliwych Bóg da się przejednać. Enoch i Eliasz zostaną zabici, pogański Rzym zniknie, ogień z nieba spadnie i pożre trzy miasta, świat cały osłupieje z przerażenia, a wielu da się uwieść, bo nie wielbili prawdziwego Chrystusa żyjącego wśród nich. Nadszedł czas, słońce się zaćmiło, jedynie wiara będzie żyła.

    Nadszedł czas – otchłań się otwiera. Oto bestia ze swymi poddanymi, zwąca się zbawicielem świata, oto król królów ciemności. Uniesiony pychą wzbija się on w przestworza, by nieba dosięgnąć, ale zmieciony zostaje tchnieniem świętego Michała Archanioła. Spada zatem, a ziemia, która już od 3 dni była nieustanną igraszką chaotycznych wirów, otwiera swe ogniste łono, a wtedy on i wszyscy jego zwolennicy na zawsze pochłonięci zostają w wiekuistych czeluściach piekła. Kiedy to się stanie, woda i ogień oczyszczą ziemię i strawią wszystkie dzieła pychy ludzkiej i wszystko zostanie odnowione, wówczas ludzie będą Bogu służyć i chwałę oddawać.»

    Następnie Najświętsza Dziewica podała mi, także po francusku, regułę nowego zakonu. Potem Najświętsza Maryja Panna tak dalej zaczęła mówić (gwarą):

    «Jeżeli ludzie się nawrócą, kamienie i skały zamienią się w zboże, a ziemniaki zasadzone będą na każdym polu. Moje dzieci, czy dobrze odmawiacie pacierz?»

    Na to odpowiedzieliśmy oboje: – O! Nie, proszę Pani, nie za bardzo.

    «Ach, moje dzieci, trzeba go dobrze odmawiać rano i wieczorem. Jeśli nie będziecie mogli więcej, odmówcie tylko Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, a gdy będziecie mieli czas i możność, odmówcie więcej.

    Na Mszę św. przychodzi tylko kilka starszych kobiet, inni całe lato pracują w niedzielę, zimą zaś, gdy nie wiedzą co robić, przychodzą do kościoła, ale tylko po to, aby szydzić z religii. W wielki post idą do wędliniarni jak psy.

    Czy widziałyście dzieci moje, zepsute zboże?»

    Oboje odpowiedzieliśmy: – Nie, proszę Pani.

    Wtedy Najświętsza Panna, zwróciwszy się do Maksymina, rzekła: «Ależ ty, moje dziecko, powinieneś je widzieć, gdy razu pewnego przechodziłeś z ojcem w pobliżu Coin. Właściciel pola zwrócił się wtedy do twego ojca, aby zobaczył, jak psuje się pszenica. Wtedy ojciec wziął parę kłosów, roztarł je na dłoni i wszystko rozpadło się w pył. Następnie, gdy wracając do domu, mieliście do Corps tylko pół godziny marszu ojciec dał ci kawałek chleba mówiąc: – Masz, moje dziecko, jedz tego roku, bo nie wiem, kto będzie jadł na przyszły rok, skoro pszenica tak się psuje.»

    Maksymin odpowiedział, że tak było istotnie, tylko on zapomniał o tym wydarzeniu.

    Najświętsza Maryja Panna zakończyła swe przemówienie słowami: «No, moje dzieci, przekażecie te słowa całemu mojemu ludowi.»

    Odchodząc, Piękna Pani przeszła potok, my zaś podążaliśmy za Nią oczyma, bo Ona przyciągała nas ku sobie swym blaskiem a jeszcze bardziej swą dobrocią, która mnie upajała. Gdy oddaliła się o dwa kroki od potoku, nie odwracając się do nas, powtórzyła: «No, moje dzieci, przekażecie te słowa całemu mojemu ludowi.»

    Następnie szła dalej aż do miejsca, do którego niedawno ja doszłam – pisze Melania – aby zobaczyć, gdzie są moje krowy. Jej stopy dotykały tylko wierzchołka traw wcale ich nie uginając. Wszedłszy na to wzniesienie, zatrzymała się, ja zaś zaraz znalazłam się przed Nią, aby móc Ją dobrze widzieć i aby zobaczyć, którą drogą zamierza iść. Co się ze mną działo, trudno mi opowiedzieć. W każdym razie zapomniałam o swoich krowach, o gospodarzach, u których byłam na służbie. Przywiązałam się zawsze i bezwarunkowo do swej Pani. O, chciałam już nigdy, nigdy z Nią się nie rozstawać, szłam za Nią bez zastanawiania się, jedynie z postanowieniem słuchania Jej po wszystkie dni swego życia.

    Zapomniałam nawet o raju. Ożywiało mnie tylko jedno pragnienie: służyć Jej we wszystkim i wydawało mi się, że zdołam wszystko zrobić, co mi poleci, byłam bowiem przekonana, że Ona ma wielką władzę. Patrzyła na mnie z czułą dobrocią, która mnie przyciągała do Niej, chciałabym z zamkniętymi oczyma rzucić się w Jej objęcia. Nie miałam jednak na to dość czasu. Uniósłszy się powoli od ziemi na wysokość więcej niż jednego metra i pozostając tak chwileczkę w powietrzu, moja Piękna Pani popatrzyła w niebo, następnie na ziemię – na prawo, na lewo, potem na mnie, ale wzrokiem tak słodkim, tak miłym i tak dobrym, iż zdawało mi się, że przyciąga mnie Ona do swego wnętrza i że moje serce otwierało się do Jej Serca.

    Podczas gdy serce moje tajało w słodkim uczuciu, piękna postać dobrej Pani powoli znikała, zdawało mi się, że światło w ruchu skupiało się i zagęszczało: wokół Niej, abym nie mogła długo Jej widzieć.

    Tak więc światło zajmowało miejsce części ciała, które znikały z mych oczu, albo raczej wydawało mi się, że ciało mej Pani, roztapiając się stawało się światłem. Kula tego światła wznosiła się łagodnym ruchem na prawo ode mnie. Nie mogę powiedzieć, czy masa światła zmniejszała się w miarę wznoszenia Pani, czy też oddalanie sprawiało, że widziałam zmniejszanie światła wraz z jej oddalaniem, wiem tylko, że długo pozostawałam z podniesioną głową i oczyma utkwionymi w światło, nawet wtedy gdy stale się oddalając i zmniejszając swą objętość, zniknęło wreszcie. Wówczas oderwawszy wzrok od firmamentu, rozglądam się wokół i widząc Maksymina patrzącego na mnie, mówię mu: – Maksyminie, to musi być dobry Bóg mojego ojca albo Matka Boska, albo jakaś wielka święta.

    A Maksymin, wznosząc rękę do nieba, odpowie: – Ach, gdybym wiedział o tym!»

    Cuda

    Wstawiennictwo Melanii i jej dziecięce i szczere powoływanie się w modlitwie na zasługi ukrzyżowanego Jezusa nie jednej osobie przywróciło zdrowie. Otoczenie zgodnie widziało w tych wydarzeniach cuda.

    Nazajutrz po objawieniu doszło do innego cudownego wydarzenia. Otóż Melania pukając do drzwi księdza proboszcza rozmawiała po francusku, choć nie znała tego języka, gdyż dotąd posługiwała się jedynie dialektem.

    Nie był to jedyny cud, jaki ułatwił jej przekazanie orędzia. Po kilku latach, udając się do Włoch, zaczęła nagle i niespodziewanie mówić płynnie po włosku. Po latach zarówno autobiografię, jak i regułę Zakonu Apostołów Czasów Ostatnich, podyktowaną przez Matkę Bożą, zredagowała właśnie po włosku, będąc w tym czasie pod trwającą prawie 17 lat opieką ks. bp Petagna w Castellamare di Stabia we Włoszech.

    Dzieje La Salette

    Oboje widzących zostało oddanych do dyspozycji ks. Filiberta de Bruillarda, biskupa diecezji Grenoble, na terenie której znajduje się La Salette. Na osobisty koszt biskupa Melanię i Maksymina umieszczono 2 grudnia 1846 w pensjonacie w Corps, prowadzonym przez Siostry Opatrzności Bożej.

    Biskup polecił przeprowadzić badania kanoniczne wydarzenia. Trwały one 5 lat. Postanowił wypowiedzieć sąd o objawieniu dopiero po surowym i bezwzględnym zbadaniu faktów. Mimo zaciekłej opozycji biskup de Bruillard wydał list pasterski, w którym orzekł, że objawienie w la Salette było cudowne i upoważnia do pielgrzymowania do tego miejsca.

    Podpisany 19 września 1851 r. list biskupa Grenoble został odczytany ze wszystkich ambon diecezji 16 listopada 1851 r. W maju 1852 sędziwy, 88-letni biskup wjechał konno na świętą górę, by położyć pierwszy kamień pod budowę sanktuarium poświęconego Matce Bożej Saletyńskiej. Do jego obsługi przeznaczył specjalne zgromadzenie misjonarzy. Reskrypt papieski z 4 sierpnia 1852 przyznał świątyni prerogatywę ołtarza uprzywilejowanego. W lutym 1879 nadano jej miano bazyliki.

    Losy tajemnicy

    Początkowo znano jedynie pierwsze i ostatnie zdania orędzia przekazanego dzieciom 19 września 1846 r. Reszta stanowiła tajemnicę, która miała zostać opublikowana w późniejszym, wyznaczonym przez Matkę Bożą, czasie. Pod koniec marca 1851 r. Papież, ulegając – jak sądziła Melania – wpływowi otoczenia, wyraził życzenie poznania tajemnicy. Maksymin, stale zmuszany do jej wyjawienia, przyjął wiadomość z ulgą, widząc z pewnością w papieskim poleceniu kres swoich kłopotów. Melania była zaniepokojona, że ujawnienie ma się dokonać przed wyznaczonym przez Matkę Bożą czasem. Obydwoje poddali się jednak autorytetowi Papieża. Tajemnica Melanii – jak twierdzili świadkowie – zrobiła na Papieżu wielkie wrażenie. Tajemnica przekazana Maksyminowi, której treści Melania nie słyszała, była o wiele krótsza.

    Od roku 1858 zaczęła się starać o rozpowszechnienie treści saletyńskiego sekretu. W tym właśnie czasie przebywała jednak zamknięta w Karmelu w Anglii. W 1860 r., kiedy przechodnie znaleźli wyrzucane przez okno kartki, wskazujące, że przebywa w klasztorze wbrew swojej woli, biskup zezwolił jej na opuszczenie Anglii i zaopiekowanie się chorą matką.

    Dopiero w roku 1867 znalazła we Włoszech przystań, dzięki której odzyskała spokój, a prowadząc korespondencję z osobami z całej Europy mogła rozszerzać powierzone jej dzieło. Działo się to pod opieką biskupa Petagna, który na kilkanaście lat oddał do dyspozycji jej samej oraz jej matki pałac Ruffo i pokrywał wszelkie wydatki związane z jej utrzymaniem i pracą. We Włoszech przebywała aż do roku 1884.

    W roku 1878 Melania postanowiła opisać objawienie. Opis ten, zaopatrzony w imprimatur ks. Zoli, włoskiego biskupa i spowiednika Melanii, wydrukowano po raz pierwszy w 1879 r. w Lecce (Włochy), a następnie bez żadnych zmian w Lyonie (Francja) w 1904, na kilka miesięcy przed śmiercią Melanii.

    Biskup Zola spotkał się z naganą za udzielenie książeczce imprimatur, jednak nie zmienił swego przekonania o świętości Melanii i autentyczności jej misji. Z powodu szokującej dla wielu treści broszurki samej Melanii radzono jak najszybciej zamilknąć.

    Zakon Apostołów Czasów Ostatnich i jego reguła

    Papież interesował się żywo wszystkim, co dotyczyło La Salette, losów dzieci oraz reguły Zakonu Apostołów Czasów Ostatnich. Melania zaś do końca swoich dni podejmowała wysiłki założenia Zakonu, który kierowałby się regułą podyktowaną przez Matkę Bożą. We Włoszech udało się jej tego dokonać z aprobatą biskupa Petagna, zaś we Francji stało się to źródłem najostrzejszego konfliktu z nowym biskupem Grenoble, ks. Fava.

    Melania, wezwana do Rzymu na polecenie Papieża Leona XIII, spisała w 1878 roku regułę, którą przedstawiono do zbadania Świętej Kongregacji ds. Biskupów i Zakonników, której przewodniczył przychylny Melanii kardynał Ferrieri.

    Biskup Fava przebywający w tym samym czasie w Rzymie, nie był jednak przychylnie nastawiony do widzących. Wziął wszystko we własne ręce. Nie przyjął reguły spisanej przez Melanię na polecenie Matki Bożej, zaś zakon Saletynów – z nadaną mu przez siebie regułą – ustanowił zgromadzeniem sprawującym opiekę nad wzniesioną na górze bazyliką. Postanowił nawet zmienić figurę Matki Bożej w La Salette, gdyż istniejąca nie odpowiadała jego wyobrażeniom: drażnił go jej wieśniaczy ubiór i krzyż na piersiach. Stopniowo wzrastała opozycja i kampania oszczerstw przeciw pasterce z La Salette. Zarzucano jej nawet nieposłuszeństwo wobec Ojca Świętego, we Francji rozpowszechniano plotki, że Melania zamknięta została w watykańskich lochach. Coraz więcej miała też wrogów w samym Rzymie.

    Udała się więc z powrotem do Castellamare di Stabia, choć straciła już przyjaciela w osobie ks. bp Petagna, który umarł w czasie jej długiego pobytu w Rzymie. Mimo że jego następca cofnął wszelką materialną pomoc, z jakiej Melania dotąd mogła korzystać, pozostała we Włoszech. Podziwiała tu zawsze świeżość wiary i żarliwość wiernych, czego nie znajdowała w kościołach ojczystej i nieprzyjaznej jej Francji.

    Samotna śmierć

    Życie Melanii zostało naznaczone cierpieniem, mistycznymi przeżyciami i wiernością objawieniu z 1846 roku. Duch pokuty, umiłowania cierpienia i pokory towarzyszył jej do ostatnich dni życia. Odeszła po wieczną nagrodę cicho, w samotności. Pochowano ją w habicie Sióstr Antonianek w Altamurze. Dla uczczenia pamięci saletyńskiej pasterki, ks. bp Cecchini postanowił zbudować klasztor i kościół na Montecalvario. Kiedy dzieło ukończono władze pozwoliły – starającemu się o to księdzu Annibale di Francia – ekshumować ciało Melanii, które Siostry Antonianki umieściły z radością i czcią w grobowcu pośrodku nowego kościoła poświęconego Niepokalanemu Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

    Polubienie

  35. Marcin pisze:

    Szczęść Boże,

    Dzisiaj będąc na Mszy św i słuchając czytań na dziś dzień, przyszedł mi na myśl mój wiersz „Przy stole…”, który przedwczoraj wstawiłem tutaj na blogu i te słowa które potem pod spodem napisał KIELICH: „Bo wielu jest powołanych lecz mało Wybranych”. W dzisiejszej Ewangelii na samym końcu padają dokładnie te same słowa, które wtedy KIELICH przytoczył. Chciałbym podkreślić, że ja w ogóle nie sprawdzam jakie są czytania w kościele na kolejne dni i KIELICH pewnie tak samo.
    A chciałem się też z Wami podzielić tym, że jak dzisiaj rano jechałem do kościoła to po drodze w pewnym momencie minął mnie pewnien starszy siwy mężczyzna podobny bardzo z twarzy i z postury do papieża Benedykta XVI. Pewnie to był jakiś przechodzień ale twarz i te oczy i takie cierpiące spojrzenie było podobne do tego który ostatnio pokazują na zdjęciach ze zchorowanym papieżem Benedyktem XVI. Wtedy też jak zobaczyłem tego człowieka to przypomniał mi się ten komentarz który przed wczoraj wstawił Mateusz, o niepokojących informacjach o Benedykcie XVI i że potrzebuje on naszej modlitwy. Dzisiaj też na Mszy św wzbudziłem za papieża Benedykta XVI intencję.

    Pozdrawiam.

    Polubienie

    • Marcin pisze:

      …dzisiejsze czytania w Kościele mówią o uczcie. Uczta kojarzy mi się tak jakby ze świętowaniem jakiegoś wydarzenia przy zastawionym stole.
      Tylko że w moim wierszu nikt nie chciał zasiąść do tego stołu…

      Polubienie

    • Szafirek pisze:

      Marcinie,ja też sobie od razu przypomniałam to,że Kielich zacytował ostatnio te słowa i też miałam skojarzenie z Twoim wierszem.
      Pozdrawiam.
      Szczęść Boże!

      Polubienie

    • Gosia 3 pisze:

      Witaj Marcinie! sadzę że Twój ostatni wiersz gdy siedziałeś w samotności przy stole faktycznie nawiązuje do dzisiejszych czytań i Ewangelii.Pan Bóg wszystkich powołał i zaprosił na Ucztę którą będziemy świętować w Niebie. Jednak mało będzie wybranych bo ludzie wolą się bawić, grzeszyć i ucztować na Ziemi. Ta dzisiejsza Uczta przez niektórych kapłanów podczas kazań porównywana jest do Uczty Eucharystycznej nic bardziej błędnego, Eucharystia jest ofiarą i dopiero jak dostaniemy się do Nieba będziemy ucztować ( tak mówią przesłania które wam zamieszczam) Pan Bóg mówi wyrażnie , zgromadzi wszystkich żywych i umarłych na górze bo mówi że raz na zawsze zniszczy śmierć. To wszytko nawiązuje do Sądu Ostatecznego gdy i umarli w łasce uświęcajacej odzyskają życie wieczne.
      „Iz 25, 6-10a Uczta mesjańska

      Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarzy wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody.
      Raz na zawsze zniszczy śmierć.”

      Czyli wtedy zostanie zasłona zdarta i godni życia wiecznego zobaczą Oblicz Boga. I to dopiero będzie UCZTA W NIEBIE.
      Podobnie w dzisiejszej Ewangelii Jezus potarza za Bogiem Ojcem to w tej przypowieści.
      „„Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi.’
      Nie porównuje ostatniej wieczerzy do uczty lecz Królestwo Niebieskie jest zaproszeniem na Ucztę Zbawienia i radowania się z całym Niebem.
      Przynajmniej ja to tak zrozumiałam i to Pan Jezus dał mi poznać. Ale niewielu będzie tam ucztować bo wszyscy są zaproszeni jednak mało jest wybranych, którzy skorzystają z tego zaproszenia do Stołu nakrytego w Niebiosach. Widocznie Marcinie Ty jesteś wybranym ale wokół Ciebie puste miejsca bo Twoi przyjaciele wolą zabawę na Ziemi i życie w grzechu. Ale nawołuj, nawołuj Bracie w Chrystusie Panu bo jeszcze są wolne miejsca.
      Ale też mogę się mylić i proszę Boga o pokorę. Amen.

      Polubienie

    • Gosia 3 pisze:

      Marcinie! pozdrawiam.
      Błogosławionego dnia Pańskiego życzę !

      Polubienie

  36. Mateusz pisze:

    Wczoraj znajoma była u ks. Daniela Galusa na spotkaniu modlitewnym na zakończeniu obchodów 100-lecia objawień w Fatimie. Podczas modlitwy wynagradzającej gdy kapłani nieśli figurkę Matki Bożej przez kilkanaście minut wielu ludzi widziało cud słońca. Moja znajoma i jej koleżanka aż się popłakały. Może pojawią się jakieś nagrana w internecie które by pokazywały.

    Polubienie

    • Gosia 3 pisze:

      No nie Mateuszu! myśmy już ten temat przerabiali z ks. Danielem Galusem. Przecież ten ks Daniel kazał przysięgać na Franciszka.Niezły chaos. Czy ta Twoja znajoma modli się z nami w NP?
      wg Wikipedii:
      „Kontrowersje
      3 kwietnia 2017 ks. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, w specjalnym komunikacie, który jest odpowiedzią na liczne pytania i wątpliwości kierowane do kurii częstochowskiej ze strony biskupów, duchownych i świeckich w sprawie działalności o. Daniela, poinformował, że ks. Daniel Galus, prezbiter Archidiecezji Częstochowskiej, otrzymał święcenia kapłańskie 26 maja 2007 r. jako członek Wspólnoty Pustelników pw. Ducha Świętego w Czatachowej. Z czasem powstała wokół Pustelni grupa osób, obecnie znana jako Wspólnota Miłość i Miłosierdzie Jezusa, która nie posiada kościelnego zatwierdzenia. Złożone przez nią projekty Statutu są przedmiotem prac powołanej w tym celu Komisji. Podkreślił także, że duchowny nie z polecenia swojego biskupa, ale z własnej inicjatywy, rozpoczął posługę duszpasterską w duchu wspólnot charyzmatycznych. Z dokumentu dowiadujemy się także, że Fundacja „Anioł Miłosierdzia” działająca przy wspólnocie nie jest podmiotem kościelnym. Założyły ją i prowadzą osoby świeckie należące do Wspólnoty. Ordynariusz poprosił też o powstrzymanie od organizowania wyjazdów na spotkania modlitewne organizowane przez ks. Daniela Galusa oraz Wspólnotę Miłość i Miłosierdzie Jezusa do czasu zakończenia prac Komisji, wydania orzeczenia na temat jej działalności. Częstochowie[7]. W sprawie o. Galusa komunikat wzywający do zaprzestania odwiedzania pustelni i udziału w spotkaniach modlitewnych organizowanych przez duchownego wydał także w 2014 bp Andrzej Czaja, ordynariusz opolski, a 29 marca 2017 w imieniu bp. Piotra Libery, kanclerz kurii płockiej, ks. dr Piotr Grzywaczewski[8][9].”

      CUD PULSUJĄCEGO SŁOŃCA TO BYŁ ALE 7 PAŻDZIERNIKA 2017 PODCZAS MODLITWY NARODOWEJ.

      Polubienie

      • Mateusz pisze:

        W nowennie się nie modli, ale to znajoma która ma mieszkanie przygotowane do odprawiania mszy św i u niej w mieszkaniu się modliłem podczas różańca do granic.
        Przekazuję tylko co mi przekazała. Sprawa z Franciszkiem była dawno może zwrócił uwagę na swój błąd. Teraz podobno nic na temat Franciszka nie mówił.

        Polubienie

      • Mateusz pisze:

        Mnie osobiście tam nie ciągnie ale byłbym raczej ostrożny żeby potępiać ks. Daniela Galusa

        Polubienie

      • Gosia 3 pisze:

        Ja nikogo Mateuszu! nie potępiam jednak jak mam jakieś wątpliwości to unikam.
        Pan Bóg dał nam Ducha Św do rozeznawania. Może masz ją o tym poinformować, bo zastanów się co może się dziać z Tymi ludzmi co tak przysięgali, zresztą to jest nie zgodne z Ewangelią.

        Polubienie

      • Mateusz pisze:

        Ja rozmawiałem z nią o tym przed jej wyjazdem i odradzałem, ona też sceptycznie do tego podchodziła ale potem mi powiedziała że podczas modlitwy poczuła potrzebę żeby tam jechać… no i pojechała i przyjechała rozradowana tym co zobaczyła… No to co ja mam jej powiedzieć że miała halucynacje??. Z tego co słyszała to jest kapłan rozmiłowany w Matce Bożej więc wszytko jest możliwe. Mnóstwo ludzi się tam nawróciło. Ks Natanek też nie raz mijał się z prawdą, ale owoce posługi ich obu są na pewno duże a charyzmaty różne. Ja tak sobie to tłumaczę.

        Polubienie

      • Mateusz pisze:

        Ja generalnie to nikogo nie zachęcam to tego kapłana bo osobiście wolę iść np na mszę trydencką, odmówić drogę krzyżową albo różaniec i nie jeździć za uzdrowieniami. Ale może w jego przypadku to są rzeczywiście charyzmaty od Boga pochodzące.

        Polubienie

      • Gosia 3 pisze:

        Mateuszu! każdy ma wolną wolę i może robić co chce – ja wolę wybierać inaczej ale to jestem ja a nie Twoja znajoma. Ja tylko delikatnie podpowiadam i nie narzucam aby ktoś mnie naśladował. Trzeba naśladować Chrystusa i Maryję Matkę Jego. A Jezus nauczał nas aby nie potępiać i osądzać nikogo lecz nie przystawać z faryzeuszami.

        Polubienie

      • Gosia 3 pisze:

        Mt5
        „33 Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi14. 34 A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; 35 ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. 36 Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. 37 Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie15. A co nadto jest, od Złego pochodzi.”
        Czy ten ks. gdzieś to wyjaśnił, zmienił zdanie lub przeprosił że się pomylił?
        Za błędy trzeba zadośćuczynić i jak to publicznie robił a przecież jest kapłanem a nie zwykłą osobą to należy też publicznie podać do wiadomości.

        Polubienie

  37. Szafirek pisze:

    Ks. Natanek – Cud pulsujacego Słońca na „Różańcu do granic”

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s